Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 stycznia 2018

Jak skutecznie nie przejść na weganizm? Poradnik - część 2

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

W dzisiejszych niespokojnych czasach, gdzie za każdym rogiem może czaić się człowiek, który bezpardonowo wręczy nam prowegańską ulotkę, potrzeba przewodnika, swoistego kursu werbalnej samoobrony staje się coraz bardziej paląca. W tym poście przedstawiam drugą część wytycznych, które stanowią skromny wkład do literatury samopomocowej w tym zakresie. 

Wytyczna 3 Uszczelnić szufladę z empatią

Empatia to bardzo przydatna i potrzebna zdolność nabyta w toku ewolucji. Wbrew oskarżeniom wegan, empatię posiadają wszyscy (za wyjątkiem osób z zaburzeniami osobowości) i używają jej z powodzeniem w kontaktach międzyludzkich. W końcu zdolność wczuwania się w czyjąś sytuację sprawia, że jesteśmy bardziej skłonni do pomocy, a taka sama zdolność u innych pozwala nam mieć nadzieję, że w razie potrzeby sami taką pomoc otrzymamy. Jest empatia emocjonalna (możemy podobnie odczuwać) i empatia poznawcza (umiemy wyobrazić sobie siebie w sytuacji drugiej osoby). Empatia pomaga zrozumieć czym jest czyjaś krzywda i cierpienie. 

Najbardziej oburza zadawanie krzywdy słabszym, szczególnie dzieciom, ale i zwierzętom. Tak jak była już mowa w wytycznej nr 2, nie ma w społeczeństwie zgody na okrucieństwo wobec zwierząt: jest Ustawa o ochronie zwierząt, są kary za okrucieństwo wobec zwierząt, zaś nasza opinia publiczna patrząc na to, co Azjaci robią z psami, często i dobitnie wyraża kategoryczne wnioski na temat jakości ichniejszej kultury.

Niestety i w tym obszarze trzeba zmagać się z oskarżeniami wegan, którzy kwestionują jakość niewegańskiej empatii, a czasem wręcz sugerują, że nieweganie empatii w ogóle nie posiadają. Zachowują się tak, jakby nie rozumieli, że kurczak to kurczak, wołowina to wołowina, a pies to przyjaciel człowieka. Dlaczego empatia miałaby być rozpatrywana w takich samych kategoriach w stosunku do kurczaka i krowy jak wobec kota i psa? Przecież te pierwsze to zwierzęta gospodarskie, a te drugie to zwierzęta domowe. Zaświadczają o tym miliony kurzych piersi w kanapkach, wołowych steków na patelniach, jajek w ciastach i mleka w kartonach oraz miliony kotów na kolanach i psów na kanapach. Empatię wobec zwierząt gospodarskich powinny po prostu załatwiać przepisy regulujące postępowanie z tymi zwierzętami. 

Ale sprawa się tak łatwo nie kończy, bo jak zatrute strzały z łuków lecą w kierunku niewegan analogie między postępowaniem Azjatów wobec psów, a postępowaniem Polaków, czy szerzej Europejczyków, wobec świń. Że niby tam psy są zwierzętami gospodarskimi i jeśli europejscy nieweganie uważają, że etykieta „zwierzę gospodarskie” załatwia sprawę europejskich świń, to europejskie oburzenie na azjatycki stek z psa jest nieuzasadnione. Jeśli  zaś to oburzenie jest uzasadnione, to znaczy, że sama etykieta nie wystarcza i regionalnym podziałem na „te do zjadania” i „te do kochania”, sprawy empatii tak łatwo załatwić się nie da. Jakaś konsekwencja powinna obowiązywać. Powinniśmy zatem (1) albo przeciągnąć empatię na stronę braku empatii wobec wszystkich zwierząt (wszystkie zwierzęta mogą skończyć jako gospodarskie) lub odwrotnie, (2) poszerzyć zasięg naszej empatii na wszystkie zwierzęta zdolne do cierpienia i chcące żyć (skoro pies to i świnia).

Do tego wszystkiego, weganie spieszą dodać, że nie można usprawiedliwić tej niekonsekwentnej empatii potrzebą jedzenia produktów odzwierzęcych. Owszem, wycofanie empatii może być niezbędne, gdy nie mamy innego wyjścia. W historii naszego gatunku tak nieraz bywało i bywa, że nie ma wyjścia i trzeba zabić, żeby przeżyć. No właśnie, Eskimosi i nie tylko. Niestety weganie kontratakują, jak rycerze Jedi, twierdząc, że Eskimosi to jedno, a Polska to jednak nie Biegun Północny i potrzeba produktów odzwierzęcych nie występuje, bo dostępne są produkty roślinne i witamina B12 w aptece, które swobodnie dostarczą nam odpowiednich składników odżywczych. Ręce opadają.

Ciężka jest ta przeprawa z weganami i ich argumentami, dlatego lepiej nie wchodzić z nimi w dyskusję i uszczelnić niewegańską szufladę z empatią. Refleksja nad zwierzętami typu kurczak, krowa czy świnia wychodząca poza nasze standardowe podejście i kulinarne skojarzenia, może się źle skończyć dla niewegańskiego status quo. Trzeba się mieć na baczności.



Wytyczna ostatnia, nr 4

Jest zapewne jeszcze wiele możliwych do napisania wytycznych. Niewątpliwie specjaliści będą je sukcesywnie opracowywać i wzbogacać zasób literatury samopomocowej. Jest jednak jedna wytyczna, która działa jak uniwersalny klucz do wszystkich drzwi. Brzmi ona: zwalić winę na wegan. 

Genialny w swej prostocie przepis sprawdzi się zarazem u osób zmęczonych słownymi utarczkami z weganami jak i u tych, które nie chcą przez to wszystko przechodzić i wolą od razu wytoczyć najcięższe działa. 

Każdy ma wśród fejsbukowych znajomych (albo przynajmniej wśród znajomych znajomych) weganina, który raz za razem wrzuca na swój profil filmiki z rzeźni nakręcone akurat w momencie, gdy coś poszło nie tak, gdy zwierzę nie zostało poprawnie ogłuszone lub gdy jakiś prymitywny pracownik skopał świnię, uderzył łopatą krowę pomleczną, czy złamał skrzydło kurze poniosce. Weganin taki twierdzi następnie, że tak wygląda rzeźnia na co dzień, choć wiadomo, że przepisy Ustawy tego zabraniają. W pakiecie zostaje dodany oskarżycielski tekst w stylu „To Twoje mięso tak krzyczało” albo „Ten horror trwa nadal, bo Ty chcesz pić mleko, jeść sery i jajka.” Weganin ewidentnie i na siłę chce wywołać poczucie winy, żeby człowiek skulił się w sobie, a najlepiej poddał się karze chłosty. A przecież odpowiedzią na łamanie Ustawy o ochronie zwierząt powinno być skuteczniejsze wdrażanie tej Ustawy, także w rzeźni, a nie przechodzenie na weganizm!  

Niestety tylko niektórzy weganie posługują się szantażem emocjonalnym czy argumentami, którym brakuje logiki. Część wegan, i to na nich trzeba najbardziej uważać, używa cięższych argumentów, które mogą zagrozić skuteczności Wytycznej nr 4. Lepiej o tym wiedzieć od razu i poznać przeciwnika niż dać się zaskoczyć. 

No więc co jest rzeczywiście nie tak z tą rzeźnią? Ubój zwierząt to zjawisko masowe. W samej Polsce odbywa się na ponad 800 milionach ptaków i ssaków rocznie. 800 milionów rocznie to blisko dwa miliony dwieście tysięcy zwierząt zabijanych każdego z 365 dni w roku. Jeśli mielibyśmy odjąć niedziele, to wyszłoby blisko dwa miliony osiemset tysięcy zwierząt zabijanych dziennie (rybołówstwo trzeba liczyć osobno, gdyż dostępne statystyki operują tonami, a nie liczbą zwierząt). Kontrole ubojni są wyrywkowe i dotyczą tylko pewnego odsetka rzeźni. Nie ma w tym nic dziwnego, w żadnym sektorze kontrole nie dotyczą wszystkich zakładów i nie są prowadzone 24 godziny na dobę (wprowadzenie CCTV daje złudzenie pełnej kontroli, bo przecież ktoś musiałby oglądać wszystkie te nagrania z 365 dni w roku minus niedziele). Łamanie przepisów nie dzieje się tylko za sprawą sadystycznych pracowników. W grę wchodzą czynniki bardziej przyziemne: presja czasu, oszczędności (np. brak regularnej konserwacji i naprawy urządzeń), wadliwe urządzenia do ogłuszania, rotacja pracowników, braku większego doświadczenia u pracowników zajmujących się ubojem, czy niedobory kadrowe w podmiotach dokonujących kontroli. Wszyscy wiemy jak wygląda łamanie przepisów Ustawy dotyczących przetrzymywania i uboju karpi w sklepach przed Świętami Bożego Narodzenia, a dzieje się to w biały dzień (dlatego wszyscy o tym wiemy). Ubój ssaków i ptaków w rzeźni odbywa się w zakładach, gdzie osoby postronne nie mają dostępu. Czy zatem optymistyczne wnioski na temat możliwości skutecznego wdrażania przepisów Ustawy w tych miejscach są uprawnione?

Wielu wegan niesłusznie twierdzi, że tylko roślinna dieta może zapewnić zdrowie i uleczyć z wielu chorób. Równocześnie demonizują oni produkty pochodzenia zwierzęcego. Od razu widać, że to propaganda szyta grubymi nićmi. Tacy weganie to bardzo dobry target do Wytycznej 4 niniejszego poradnika. Nawet jeśli można się dać chwilowo nabrać na te gruszki na wierzbie i przesadzone ostrzeżenia, to prawda wychodzi na jaw bardzo szybko: okazuje się, że weganizm wcale nie jest nam potrzebny do optymalnego zdrowia. Wystarczy dieta, w której przeważają produkty roślinne, zaś produkty odzwierzęce należy wybierać staranniej, nie przesadzać z ilością i stosować bardziej odpowiednie formy obróbki. 

No tak, do optymalnego zdrowia nie jest potrzebna dieta roślinna ani tym bardziej weganizm. Możemy spokojnie wyśmiać wegan, którzy tak twierdzą. Rzecz w tym, że nie wszyscy weganie tak mówią, więc nie można wykpić wszystkich wegan. Dieta roślinna, która stanowi część weganizmu, jest odpowiednia na każdym etapie życia pod warunkiem, że odpowiednio się ją ułoży, co w kraju z dostępem do produktów zbożowych, roślin strączkowych, innych warzyw, owoców, orzechów i pestek, jest jak najbardziej możliwe i wykonalne. 

Zatem co z tą rzeźnią jest nie tak, oprócz ewentualnego łamania przepisów? Sam ubój? Tak. Niezależnie od tego, czy robiony zgodnie czy niezgodnie z przepisami, sam ubój jest odbieraniem zwierzętom życia, abyśmy mogli jeść mięso, nabiał i jajka, nosić skóry i wełnę. Inaczej mówiąc, ubojnia jest częścią systemu, który zakłada legalne, systemowe i masowe odbieranie życia zwierzętom, aby jedni mogli zarobić na produktach, bez których ludzie mogą się obyć i aby drudzy mogli je konsumować. Choć weganizm bywa nazywany radykalizmem za swój sprzeciw wobec eksploatacji zwierząt, to niestety na miano ekstremalnego radykalizmu zasługuje system, którego częścią jest ubojnia, charakteryzujący się tak daleko posuniętą obojętnością wobec zwierzęcego życia i cierpienia.

Zwalając winę na krzykliwych, idących na skróty wegan trzeba więc pamiętać o tych, którzy mają w zanadrzu argumenty cięższego kalibru, nie tak łatwe do podważenia. Zawsze jednak można je po prostu zignorować. Żyjemy bowiem w społeczeństwie, gdzie system fermowo-ubojowo-kulinarny jest dobrze osadzony w historii, wychowaniu, edukacji, kulturze i reklamie i mamy wiele ułatwień, które pozwalają nam zachowywać status quo, czyli udział w tym systemie.

Dla kogo są więc te wytyczne? Może najpierw powiem dla kogo nie są. Nie są dla ludzi całkowicie pozbawionych empatii, których jak wiemy jest bardzo mały odsetek. Najczęściej nie potrzebują ich także ludzie, którzy nie mają żadnej styczności z tematem krzywdzenia zwierząt i weganizmu, i którzy żyją we własnym hermetycznym świecie, gdzie taki temat ma bardzo małe  szanse zaistnieć. Wytyczne te nie są też dla ludzi, którzy nigdy nie wyszli ze swoją empatią poza świat ludzki (wbrew pozorom, nie jest to takie proste). Pozostali nieweganie, posiadający podstawową empatię i szansę na styczność z tematem krzywdzenia zwierząt w szerszym zakresie, potrzebują narzędzi do samoobrony, ponieważ potencjał do przejścia na weganizm, a więc do opowiedzenia się przeciwko krzywdzeniu zwierząt, już w nich jest. 


------

Czytaj dalej:

  • Jak skutecznie nie przejść na weganizm? Poradnik - część 1 (LINK)
  • Krowy „pomleczne”, czyli takie, które były wykorzystywane w produkcji mleka, ale już nie są, bo mają problemy ze zdrowiem są sprzedawane do rzeźni, podobnie jak ich męskie potomstwo podtuczone na cielęcinę (LINK
  • Kury „ponioski”, czyli takie, które były wykorzystywane w produkcji jajek, ale już nie są, bo cykl najbardziej opłacalnej produkcji się skończył (rok/dwa lata) z ferm klatkowych i bezklatkowych są sprzedawane do rzeźni. Istnieją ubojnie specjalizujące się w zabijaniu takich kur na produkt zwany „kurą rosołową” (LINK)   
  • Stanowisko Academy of Nutrition and Dietetics (największej na świecie organizacji zrzeszającej dietetyków) na temat diet wegetariańskich (w tym diety wegańskiej) – w skrócie: jeśli dobrze ułożysz dietę roślinną, to spełni ona zapotrzebowanie żywieniowe człowieka na każdym etapie życia i może działać w prewencji a nawet leczeniu niektórych chorób (LINK PO ANGIELSKU), (LINK PO POLSKU)
  • Wybór śniadań, obiadów, podwieczorków, deserów i kolacji po wegańsku - wybór z blogów serwuje Stowarzyszenie Empatia "Weganizm.Spróbujesz?"



sobota, 30 grudnia 2017

Jak skutecznie nie przejść na weganizm? Poradnik - część 1

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Żyjemy w niespokojnych ideologicznie czasach. Google wyrzuca coraz więcej wyników dla słowa "weganizm". To zmiana ostatniej dekady. Coraz więcej ludzi zna przynajmniej jednego weganina lub wegankę. Menu w restauracjach coraz częściej zawiera dania oznaczone literką "V" (i nie chodzi tu o vendettę kucharza na niegrzecznych klientach). W większych miastach funkcjonują nawet całe lokale gastronomiczne, gdzie nie uświadczy się kotleta schabowego, piersi z kury czy nawet ryby, a do kawy dolewają tylko biały napój roślinny. Ktoś by pomyślał, że to żart, ale istnieją też "burgerownie", w których nie dostanie się ani kawałka prawdziwego mięsa czy sera, bo wszystko zrobione jest z roślin. O zgrozo, czasem można się nawet nie zorientować, że na talerzu pojawiło się coś wegańskiego, bo w takich miejscach oznaczeń w menu już nie ma! Zgroza wynika zaś z tego, że porządny nieweganin nie chce jeść wegańskich rzeczy i bratać się z jakąś obcą mu ideologią, która coraz śmielej wysuwa swoje macki. 

Dociekliwiec dopyta: a co z owocami, frytkami, ryżem, kaszą, grochem, fasolą, kapustą, marchewką, brokułem i orzeszkami ziemnymi (lista roślin jadalnych pozostaje niewyczerpana)? No dobra, nieweganin też je rośliny, ale nie będzie ich nazywał wegańskim jedzeniem. Wystarczą mu nazwy dotychczasowe.

Weganie narzekają, że do produkcji schabowego, nabiału i jajek krzywdzi się zwierzęta. Ewidentnie chcą nieweganom zagrać na emocjach, bo kto chciałby być sprawcą krzywdy zwierząt? Kto chciałby płacić za krzywdę zwierząt? Wiadomo, że nikt się do tego nie pali, ale nikt też nie chce rezygnować ze swoich od lat pielęgnowanych przyzwyczajeń, ulubionych smaków, sprawdzonych przepisów, gładko przebiegających spotkań z serwującą pyszny rosół babcią, częstującą sernikiem ciocią? Kto chciałby rezygnować z pięknego wełnianego płaszcza, eleganckich skórzanych butów, no kto? 

Dlatego rośnie potrzeba posiadania poręcznych, gotowych do natychmiastowego użycia, argumentów, które skutecznie bronić będą spokoju niewegan. Rośnie potrzeba kompleksowych wytycznych, które wrażliwym ludziom pozwolą pewnie i trwale nie przechodzić na weganizm. 



Wytyczna 1 Przypomnieć historię ludzkości lub przynajmniej lokalną tradycję

Praktycznie każdy myślący człowiek zastanawiając się nad historią ludzkości jest w stanie przywołać w wyobraźni postać człowieka - odważnego łowcy biegającego z dzidą za dużym zwierzem, najlepiej mamutem, czy też postać człowieka - łowcy spełnionego, opiekającego mięso nad ogniskiem. Nie należy oczywiście zapędzać się myślą do polowania na dinozaury, gdyż styczność człowieka i dinozaura miała miejsce tylko u Spielberga w „Jurassic Park”. Obraz człowieka-łowcy jest bardzo poręczny, choć równocześnie trzeba sobie zdawać sprawę, że człowiek był także zbieraczem jadalnych roślin. Zbieractwo to kładzie nam się trochę cieniem na idealnym obrazie mięsożernych ludzi prehistorycznych, ale nie ma argumentów idealnych. 

Przypominając historię ludzkości, musimy też niestety mieć na uwadze, że od zarania dziejów człowiek nie tylko jadł mięso (jego proporcjonalny udział w diecie pozostaje kwestią sporną), ale także robił różne inne rzeczy, które podkopują nam trochę sens opierania się na argumencie „ale człowiek zawsze…”. Są to na przykład rzeczy, których dziś nie pochwalamy, takie jak zabijanie ludzi, mimo że niewątpliwie należą do naszej historii i natury. Są to także rzeczy, które robimy dziś inaczej, przerywając niejako ciągłość historii, np. używamy kuchenek zamiast ogniska,  komunikujemy się nie tylko twarzą w twarz ale za pomocą komórek, zaś wiedzę nabywamy nie tylko od najbliższych, ale także w szkole i na internecie. 

Możemy oczywiście sięgnąć do nieco młodszej, lokalnej historii, choćby tej opisywanej w „Trylogii” Sienkiewicza. Przypomnimy komu trzeba, że prawdziwy Polak siada do stołu suto zastawionego mięsem. Trzeba jednak liczyć się z tym, że może nam zostać wytknięte, że Sienkiewicz opisywał zwyczaje grupy stanowiącej zaledwie drobny ułamek społeczeństwa, podczas gdy ponad 80 procent ludności żywiło się głównie zbożem i warzywami. Jednak, jako że dzisiejsza większość pochodzi od dawnej mniejszości (wszyscy mamy przecież szlacheckie korzenie), a chłopom pańszczyźnianym aż tak źle się dziać nie mogło, na co wskazuje dzisiejsze menu restauracji typu „Chłopskie jadło”, to może jakoś się obronimy tą naszą podkolorowaną historią przed inwazyjnymi zakusami weganizmu.

Wytyczna 2 Odwołać się do Ustawy o ochronie zwierząt 

Bardzo poręcznym argumentem jest istniejące prawo. Mamy w Polsce pięknie brzmiącą Ustawę o ochronie zwierząt, w której znęcanie się nad zwierzętami jest karalne – można dostać nawet wyrok więzienia. W ogóle sama nazwa powinna załatwić sprawę i zamknąć usta maruderom. Można co najwyżej zastanawiać się nad tym z jaką skutecznością realizowane jest to prawo, ale przecież wiadomo, że są też przepisy zabraniające zabijania, gwałcenia i okradania ludzi, a to się dzieje mimo wszystko. Po prostu nic nie jest doskonałe.  

Dodatkowo, zwierzęta są zabezpieczane przez kampanie dbające o ich dobrostan. Jest trochę organizacji zajmujących się właśnie dobrostanem zwierząt, a to dążących do zmiany prawa, a to zachęcających firmy do przechodzenia na przykład z jajek trójek na dwójki. Nie dość więc, że jest ta ustawa, to obserwujemy stały postęp i regularnie słyszymy o sukcesach tych organizacji. Życie nie jest idealne, ale można powiedzieć, że serce rośnie. I tylko ci weganie marudzą.

Niestety problemy pojawiają się przy nieco dokładniejszej lekturze tej ustawy i rozporządzeń, które są takimi dokładniejszymi wytycznymi dotyczącymi tego jak należy ze zwierzętami postępować. Okazuje się na przykład, że ruchliwe z natury zwierzęta jakimi są kury wolno trzymać w małych klatkach całe ich życie. Można też prowadzić selekcję hodowlaną w sposób, który sprowadza na zwierzęta choroby i cierpienie tylko po to, by na nich zarobić (np. zarabiać na olbrzymich laktacjach krów kosztem nawracających zapaleń wymienia) lub po to, by zaspokajać wrażenia estetyczne (np. cieszyć się płaskimi twarzami persów za cenę ich problemów z oddychaniem). Jak to się ma do zakazu znęcania się? 

Ustawa o ochronie zwierząt zabrania zabijania zwierząt, co jest w sumie logiczne. Ochrona powinna mieć jakieś minimalne standardy. Pojawiają się w niej jednak wyjątki. No dobra, wiadomo, eutanazja z przyczyn humanitarnych powinna być dozwolona, ale niestety są też inne punkty, których cele mają się słabo do głównych założeń ustawy (khm, a raczej w ogóle, bo większość wymienionych wyjątków dotyczy realizowania interesów ludzi) i sumują się na ponad 800 milionów zwierząt lądowych rocznie, nie licząc zwierząt wodnych. 

Organizacje dobrostanowe do tych swoich kampanii dodają tak krzepiące zdjęcia, że można zapomnieć przynajmniej na chwilę trochę niepokojące wnioski płynące z analizy Ustawy, która pierwotnie wzbudziła takie nadzieje. O ile prawo, wiadomo, zmienia się bardziej powoli, o tyle nadzieja we współpracy organizacji z korporacjami i to nie płonna, przecież już dziś obiecują zejście na jaja dwójki. Te szczęśliwe kurki w objęciach aktywistów, albo pławiące się w promieniach słońca na tle zielonej trawki. Ech, nieużyte wegany, spójrzcie sobie na to i zapamiętajcie. 

Niestety i tu dociekliwy człowiek nie zazna dłużej spokoju. Obraz zaczyna się sypać jak stary tynk z elewacji, kiedy przejrzymy Youtuba w poszukiwaniu filmów z ferm nieklatkowych. Trudno pogodzić wesołe obrazki kampanii z realiami tych ferm. Po drugie, korporacje mogą, ale nie muszą spełnić swoje obietnice, tym bardziej, że dają sobie na ich spełnienie często 5-10 lat. Pytanie, kto ich będzie wtedy sprawdzał, nie mówiąc już o pamiętaniu o złożonej obietnicy. A jeśli obietnicy nie spełnią, to jakie czekać na nich mają konsekwencje? Po trzecie wreszcie, wracamy do tej gorzkiej myśli, że to wszystko jednak z ochroną ma niewiele wspólnego.  Aby korzystać nadal spokojnie z tej wytycznej, trzeba jednak trzymać się bardzo ogólnych założeń Ustawy, którą rzadko kto szczegółowo analizuje, i kampanijnych obrazków, których związek z rzeczywistością mało kto sprawdza. Trzeba też zapomnieć, że sami dokonaliśmy tych sprawdzeń i analiz.

W kolejnym poście przedstawię parę dalszych wytycznych przewodnika. Jak widać argumentów idealnych nie ma, ale tak już jest skonstruowany ten świat, że posługujemy się tym, co mamy, a nie tym co najbardziej chcielibyśmy mieć.

Koniec części pierwszej. Część druga (LINK).