Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carol J. Adams. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Carol J. Adams. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2019

Czy wszystkie feministki powinny być wegankami?

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Posłanka do Parlamentu Europejskiego, feministka i weganka Sylwia Spurek napisała ostatnio na Twitterze: 


Będąc polityczką, Sylwia Spurek otwarcie mówi o swoim weganizmie. Nie określa go mianem prywatnego wyboru czy kulinarnej preferencji, ale jasno stwierdza, że weganizm to postulat etyczny, ekologiczny i społeczny. Bardzo ją za to cenię. Podkreślam to, bo nie chciałabym ani przez chwilę stać się paliwem do krytyki, jaka spada na Sylwię Spurek właśnie za to, że „śmie” określać weganizm jako część społecznej odpowiedzialności we współczesnym świecie.

Jednak postulat weganizmu nie zawsze jest formułowany w udany sposób, czego przykładem jest – moim zdaniem - powyższy tweet. Sylwia Spurek łącząc weganizm z feminizmem, wyraziła się tak kategorycznie, jakby opisywała fakt dokonany (a tak nie jest) lub wydawała rozkaz (w rzeczywistości można raczej wystosować apel). Wyszło trochę tak, jakby Spurek zdyskwalifikowała większość kobiet, które identyfikują się jako feministki, mówiąc im, że nie są prawdziwymi feministkami, jeśli nie są równocześnie wegankami. 

Choć rozumiem szerszą perspektywę, w której dostrzega się, że przemoc i dyskryminacja to działania wymierzone zarówno w ludzi jak i w zwierzęta, i gdzie sprawiedliwość społeczna powinna dotyczyć  zatem tak ludzi jak i zwierząt, to myślę, że podszyte rewolucyjnym zapałem hasło z tweeta Spurek jest albo niefortunnym skrótem myślowym, albo po prostu falstartem. 

Sądzę, że warto stale poddawać refleksji sposób, w jaki mówimy o weganizmie, by zachowując otwartość, konsekwencję i bezkompromisowość, unikać niepotrzebnej brawury i brać pod uwagę istniejący kontekst społeczny, w którym – na dzień dzisiejszy – obrona praw człowieka (w tym feminizm) napotyka wiele trudności, a prawa zwierząt to projekt w powijakach, nawet w środowisku prozwierzęcym.



Żyjemy w społeczeństwie (i świecie), które prawa człowieka wciąż uznaje wybiórczo lub tylko teoretycznie. Organizacje działające w zakresie praw człowieka i przeciw dyskryminacji ze względu na płeć, rasę czy orientację seksualną (a więc cechy, których ludzie sobie nie wybierają) mają pełne ręce roboty zarówno w zakresie obrony praw zapisanych w konwencjach i przepisach jak i w walce o uchwalanie przepisów, których brakuje, by prawa człowieka mogły być realizowane. Mamy więc problemy wewnątrzgatunkowe - rozgrywające się między ludźmi. Aktywiści i aktywistki zaangażowane w obronę praw człowieka (w tym praw kobiet) są obciążeni zarówno obcowaniem z cudzym cierpieniem jak i agresją kierowaną pod ich adresem ze strony ludzi, którym prawa kobiet czy mniejszości są „nie po drodze”. Często nie starcza już sił i czasu, by wyjść poza konwencjonalny stosunek do zwierząt, przejęty w wychowaniu, który ogranicza się do zauważania i czasem sympatii wobec zwierząt domowych. Do tego wszystkiego, społeczny „porządek” w codziennych sytuacjach jako domyślne podsuwa wybory niewegańskie, najczęściej w zakresie jedzenia, siłą rzeczy rzadziej w kwestii odzieży. 

Prawa zwierząt, a więc weganizm to kwestia stosunkowo świeża, zdecydowanie świeższa niż prawa człowieka, bo to właśnie na prawach człowieka filozofowie bazują filozofię praw zwierząt. W Europie, pierwsze stowarzyszenie wegańskie powstało w 1944 roku, pierwsza głośna książka krytykująca szowinizm gatunkowy, choć niemająca nic wspólnego z prawami zwierząt, została wydana w latach 70. („Wyzwolenie zwierząt” Petera Singera) zaś pierwsza teoria praw zwierząt (Toma Regana) została opracowana w latach 80. XX wieku i wcale nie stała się popularna. Dobrze brzmiące hasło „prawa zwierząt” zostało podchwycone i jest chętnie używane, ale nie po to, by promować weganizm (czyli koniec eksploatacji zwierząt), lecz by zmieniać przepisy dobrostanowe na fermach i w laboratoriach lub by walczyć o prawa zwierząt domowych.

Tak, olbrzymia część ruchu prozwierzęcego to ruch tylko na rzecz praw zwierząt domowych. Chodzi o przeciwdziałanie bezdomności, lepszą organizację schronisk i adopcji, karanie sprawców zaniedbań i okrucieństwa. Czasem o eliminację niektórych praktyk hodowlanych, takich jak obcinanie uszu czy ogonów psom. Jeśli mówi się o zwierzętach innych niż domowe to głównie o reformie przepisów dotyczących ich eksploatacji i zabijania. Dlaczego? Bo większość ludzi zajmujących się zwierzętami domowymi, korzysta z eksploatacji i zabijania tych innych zwierząt – jedzą mięso, nabiał i jaja, noszą skórzaną i wełnianą odzież (futra rzadziej, choć też pewnie się zdarza). Jest to oczywiście wynik wychowania, a nie sadystycznych skłonności. Problem polega jednak na tym, że najwyraźniej nie poddają tego etycznej refleksji, choć regularnie mówią o „prawach zwierząt”. 

Według niektórych organizacji prozwierzęcych weganizm to jedna z opcji na liście „co możesz zrobić”. Można wybrać ją, albo coś innego. Z kolei weganizm jako etyczne minimum w stosunku do zwierząt, taka deklaracja nieagresji, zasada „po pierwsze nie krzywdź”, jest postulowany przez nieliczne organizacje. Co więcej, nie dostrzegam ze strony wegańskich aktywistów, sensownej presji (i nie chodzi mi o ordynarne zachowanie) na prominentne postaci tego ruchu, które z jednej strony mówią dużo o empatii i prawach zwierząt (przez mikrofon na demonstracjach), a z drugiej nie dość, że nie są weganami, to jeszcze kpią z weganizmu. Innymi słowy, sam ruch prozwierzęcy, który z założenia przekracza barierę gatunkową, robi to bardzo wybiórczo lub niepewnie. 

Niestety, nie ma żadnej gwarancji, że ludzie, którzy w swoich wysiłkach przekroczyli barierę gatunkową i zajęli się a to zwierzętami domowymi, a to wszystkimi zwierzętami (weganie), mają uporządkowaną kwestię praw człowieka. Nie policzę ile razy zetknęłam się z użyciem seksizmu czy rasizmu w działaniach prozwierzęcych (albo na zasadzie „cel uświęca środki” albo po prostu dlatego, że ludzie ci są seksistami, rasistami czy homofobami i cel obrony zwierząt świetnie się nadaje do publicznego, a zarazem "zamaskowanego" wyrażania swoich uprzedzeń). 

Mamy więc spory bałagan i dużo rzeczy do uporządkowania. Na moje oko, bardziej logiczna kolejność działań byłaby zatem taka: ruch prozwierzęcy rozwiązuje problemy w swoich szeregach związane z brakiem respektowania praw człowieka i praw niektórych zwierząt. Tym samym poszerza się grupa ludzi szanujących prawa człowieka i prawa zwierząt. I ta większa, bardziej spójna, grupa postuluje szersze spojrzenie zarówno na opresję, która przekracza granice gatunkowe i sprawiedliwość społeczną, która powinna te gatunkowe granice przekraczać. 

W ruchu prozwierzęcym wielotorowe podejście jest reprezentowane (wciąż wąsko) przez tzw. prointersekcjonalne podejście do weganizmu (o czym w innym wpisie). Wśród feministek, to podejście też istnieje, choć oczywiście nie jest powszechne. Współczesnym przykładem jest amerykańska feministka i weganka Carol J. Adams i jej koncepcja przenikania się seksizmu i szowinizmu gatunkowego (The Sexual Politics of Meat).

Nie ma więc niczego dziwnego w łączeniu tematu feminizmu i weganizmu. Zasadna jest nadzieja, że ludzie dostrzegający dyskryminację i opresję wobec grupy ludzi, zechcą zwrócić uwagę na dyskryminację i opresję wobec innej grupy, nawet jeśli tą grupą nie są ludzie. Potrzeba jednak szerszej, zapraszającej perspektywy, której siłą rzeczy brakuje kategorycznym hasłom. Lepiej uważać, by zamiast zachęty nie powodowały zniechęcenia.

Czytaj dalej:
  • Wpis na blogu na podobny temat + więcej o Carol J. Adams (LINK)
  • Tweet (LINK)




poniedziałek, 12 listopada 2018

Nie tresuj, nie zjadaj. Feminizm a prawa zwierząt.

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Niedawno, w ferworze politycznej dyskusji wokół toczących się wyborów samorządowych, lewicowy polityk Robert Biedroń oskarżył media (słowa krytyki złożył na ręce Dominiki Wielowieyskiej w radiu TOK FM), mówiąc: 
„Tresowaliście Barbarę Nowacką przez kilka miesięcy, żeby dołączyła do Koalicji Obywatelskiej”. 
Biedroń mówiąc o relacjach międzyludzkich użył czasownika stosowanego do określania czynności wykonywanej przez ludzi wobec zwierząt (ocenę samej tresury zwierząt zachowam na później). Dał tym samym przykład werbalnej dehumanizacji człowieka, na dodatek kobiety. Dehumanizacja, nawet jeśli tylko werbalna, to jedna z gorszych i wcale nie rzadkich praktyk dyskryminacji ludzi. Na odpowiedź lewicowej i feministycznej polityczki nie czekał długo. Wypowiedź Nowackiej przytoczę w kontekście: 
Anna Dryjańska: Jak pani ocenia wypowiedź Roberta Biedronia? Stwierdził, że media panią "wytresowały" tak, że w końcu przystąpiła pani razem z Inicjatywą Polską do Koalicji Obywatelskiej.
Barbara Nowacka: To smutne. Nie, żeby te słowa były specjalnie zaskakujące, bo świat polityki bombarduje kobiety seksizmem. Martwi mnie jednak, że te słowa padają z ust osoby, która odwołuje się do wartości feminizmu i równości. Gdybym usłyszała je z ust poseł Pawłowicz czy posła Tarczyńskiego, to bym się nie zdziwiła. Ale Biedroń? Przecież dobrze wie, bo jest aktywnym politykiem na lewicy od 20 lat, że język kształtuje świadomość, może wzmacniać, ale i niszczyć.
AD: Niektórzy internauci piszą, że jego słowa nie mają nic wspólnego z dyskryminacją i mogłyby paść pod adresem mężczyzny - polityka.
BN: Ale nie padły i nie padają. Tak się po prostu nie mówi o mężczyznach. Od lat pracuję z kobietami. Kobiety wiedzą, czego chcą. Tresuje się zwierzęta. My, kobiety jesteśmy ludźmi, mądrymi osobami, które podejmują świadome decyzje. Takie słowa to próba odebrania nam podmiotowości i kolejny dowód na to, że kobiety w polityce niestety nie mogą liczyć na sojuszników, tylko same na siebie. Na siostrzeństwo.
Oskarżenie o seksizm było - moim zdaniem - słuszne. (ocenę samej tresury zwierząt – podobnie jak w przypadku Biedronia - zachowam na później). Można się oczywiście dziwić, że słowa o tresurze kobiety padły z ust człowieka, który popiera prawa kobiet. Pamiętajmy jednak, że jeśli wychowujemy się w społeczeństwie nasyconym patriarchalnymi wartościami i mizoginią, to nawet jeśli świadomie się im sprzeciwiamy, to nieświadomie jesteśmy nimi nasiąknięci i każdy z nas znajduje się w jakimś punkcie na skali pomiędzy 100% patriarchatu a 100% równości płci. Nie piszę tego po to, by bronić wypowiedzi Biedronia, ale dlatego, że w związku z tym rozpięciem, liczy się nie tylko to, do czego świadomie jesteśmy przekonani, ale także to, jak wypadamy w naszych, już nie tak przemyślanych, wypowiedziach i zachowaniach na co dzień. Biedroń wypadł niestety seksistowsko. Skoro nieprzemyślane działania każdemu z nas się zdarzają, to ostatecznie, liczy się to, co z takimi wpadkami robimy. Jak Biedroń zareagował na wypowiedź Nowackiej? Bodaj dzień później, wypowiedział się na TVN24, mówiąc:
„jesteśmy po tej progresywnej stronie tresowani do tego, że mamy się podporządkować Koalicji Obywatelskiej". - To zostało odebrane jako atak na Barbarę Nowacką. Barbara Nowacka to jest moja przyjaciółka i jeżeli w jakikolwiek sposób ona poczuła się urażona, to ją serdecznie przepraszam”.
Moim zdaniem, te przeprosiny nie są przekonujące. Biedroń nie przyznał w ogóle, że słowo „tresować” było niewłaściwe. Na dodatek postanowił przeprosić warunkowo: jeśli Nowacka poczuła się urażona. Tak jakby uważał, że obiektywnie nie zrobił niczego niewłaściwego i w związku z tym założył, że Nowacka miała prawo być obrażona tylko na podstawie swoich subiektywnych odczuć niezwiązanych z jego – przecież bez zarzutu - zachowaniem. 

Nie tylko seksizm. Spójrzmy szerzej na dyskryminację i przemoc.
Niedługo później, na portalu Krytyki Politycznej pojawił się artykuł Karoliny Kuszlewicz, Karoliny Skowron i Aśki Wydrych pt. "Feministki do Barbary Nowackiej: "Zwierząt się nie tresuje!". Artykuł ten, zawierający sporo różnych wątków, zainspirował mnie do refleksji. 

Autorki słusznie zwróciły uwagę na fakt, że w całej tej wymianie o tresurze problem leży także w stosunku ludzi do zwierząt, szczególnie zaś feminizmu do praw zwierząt, choć problem dostrzegły tylko w wypowiedzi Nowackiej, mimo tego, że Biedroń też jest feministą. 



Niewątpliwie, jeśli spojrzymy na feminizm jako na ruch przeciwko systemowej dyskryminacji słabszych przez silniejszych, gdzie ważną częścią dyskryminacji jest uprzedmiotowienie, przemoc fizyczna, psychiczna, a język pełni rolę ważnego narzędzia w utrzymaniu status quo, to dostrzeżemy (nie my pierwsi, dawno temu robili to już inni ludzie, w tym pierwsze feministki), że to, co robimy zwierzętom także nosi znamiona systemowej dyskryminacji słabszych przez silniejszych, z użyciem jeszcze brutalniejszej przemocy, dosłownego uprzedmiotowienia i z nieodzowną asystą języka. 

Co więcej, jak zauważono w artykule, te formy dyskryminacji się przenikają i wzajemnie wspierają. Analizę tych zależności przeprowadziła wiele lat temu amerykańska feministka i weganka Carol J.Adams w swojej książce „The Sexual Politics of Meat”.  Carol J Adams wprowadziła do dyskursu o dyskryminacji zwierząt (czyli o szowinizmie gatunkowym) pojęcie nieobecnego przedmiotu odniesienia („the absent referent”), które znajduje zastosowanie zarówno w opisywaniu przezroczystości zwierząt w procesie ich uprzedmiotowiania, jak i w opisywaniu przezroczystości raz zwierząt a raz kobiet w procesie wzajemnie wzmacniającego się uprzedmiotowiania jednych i drugich. 

Ujmując to prościej, Adams mówi, że choć każdy mięsny posiłek jest poprzedzony śmiercią zwierzęcia, to kiedy kładziemy na talerzu kawałek mięsa, zwierzę staje się przezroczyste - znika stając się nieobecnym przedmiotem odniesienia. To zniknięcie zwierzęcia dzieje się zarówno dosłownie, poprzez zabicie/unicestwienie zwierzęcia, jak i w sferze języka poprzez zmianę terminologii – nie mówimy już, że jemy zwierzęta lecz „mięso”. Terminy związane z życiem i śmiercią jednostek, ich anatomią i fizjologią zostają pominięte lub zmienione w terminy gospodarcze i kulinarne (zabijanie to ubój, ciało to mięso, skrzydła to skrzydełka). 

Adams zwraca uwagę, że zwierzęta stają się nieobecnym przedmiotem odniesienia także w sensie metaforycznym, gdy przemoc wobec nich służy do opisania i krytykowania przemocy wobec ludzi. Przemoc wobec zwierząt nie ogranicza się jednak do zabijania ich na mięso. Odsłon eksploatacji zwierząt jest wiele. Zatem „gotowców” do opisywania przemocy wobec ludzi nie brakuje. „Traktują ją jak dojną krowę”, „musimy jeździć ściśnięci jak sardynki w puszce”, „tresują ją jak małpę w cyrku”, „jest dla nich królikiem doświadczalnym”, itp. Tutaj przemoc wobec zwierząt jest etycznie neutralna. Dopiero potraktowanie człowieka tak, jak są traktowane zwierzęta, budzi sprzeciw. Wybrzmiało to wyraźnie w wypowiedzi Nowackiej, która powiedziała, że tresuje się zwierzęta, a nie kobiety. Innymi słowy, że to zwierzęta są właściwym obiektem do tresowania, i że dopiero traktowanie tak kobiet jest niewłaściwe. 

W swojej książce, Adams napisała, że w kulturze patriarchalnej wynikająca z dyskryminacji przemoc wobec zwierząt i przemoc wobec kobiet wzajemnie się wzmacniają. Kobiety są często dehumanizowane, gdy porównuje się je do mięsa, produktu do spożycia. W ten sposób bazą dyskryminacji kobiet staje się gotowa już forma istniejącej przemocy wobec zwierząt. W tym scenariuszu nieobecnym punktem odniesienia są ciała zabitych w rzeźni zwierząt. Równocześnie jednak, występują działania w odwrotnym kierunku: kiedy reklamowane są produkty mięsne, przeznaczonych w patriarchalnym społeczeństwie przede wszystkim dla mężczyzn, umyślnie wywołuje się seksualne skojarzenia mięsa z kobiecym ciałem (np. udka i piersi kurczaka), tym samym bazując sprzedaż mięsa na utrwalonych motywach uprzedmiotowienia ciał kobiet. W tym zaś scenariuszu, nieobecnym punktem odniesienia są także uprzedmiotowione kobiece ciała. Kółko się kręci. Przemoc wspiera przemoc. 

Reklama przyprawy do mięsa

Trzeba zwrócić uwagę, że przykładów legalnej eksploatacji zwierząt w kontekście relacji międzyludzkich używa się w dwojaki sposób: po pierwsze, żeby skrytykować w jakimś sensie podobne traktowanie ludzi (nielegalne lub przynajmniej postrzegane jako nieetyczne); po drugie, żeby uzasadnić podobne traktowanie ludzi – stąd biorą się ostre reakcje na takie porównania, z obawy przed dehumanizacją ludzi.  Przykładem pierwszego była wypowiedź Nowackiej, przykładem drugiego była wypowiedź Biedronia, choć – jak mówiłam wcześniej – biorąc pod uwagę jego polityczny dorobek, możemy mówić raczej o niefortunnej wpadce, która niestety poszła w świat, nie zaś o autentycznej mizoginii. Niemniej, w obydwu przypadkach przemoc wobec zwierząt jest niekwestionowanym status quo. Nowacka potwierdziła, że zwierzęta „po prostu” się tresuje, Biedroń temu nie zaprzeczył. 

Podobieństwa systemów dyskryminacji, a więc dominacji i przemocy, oraz fakt, że takie dyskryminacje się wzmacniają prowadzi autorki do wniosku, że logicznym posunięciem feministek, nawet – jak podkreśla Skowron – podejmowanym we własnym interesie, powinno być zwrócenie uwagi na dyskryminację zwierząt i krytyka tej dyskryminacji, także poprzez większą wrażliwość językową. Nowacka powinna była zatem nie tylko skrytykować Biedronia za to, że mówił o tresowaniu kobiety, ale dopowiedzieć, że w tresowaniu zwierząt też nie ma niczego dobrego. Skoro tak, dopowiem, to Biedroń przepraszając, powinien też odnieść się nie tylko do do zła tkwiącego w dehumanizowaniu ludzi, ale także w tresowaniu zwierząt.

Ograniczenia uniwersalnego spojrzenia na różne dyskryminacje. 
Myślę, że jest parę problemów z tym podejściem wynikających z faktu, że między ruchem na rzecz praw kobiet, a ruchem na rzecz praw zwierząt są nie tylko podobieństwa, ale i znaczące różnice. Nie podejmuję się opisywać wszystkich różnic, bo temat jest bardzo szeroki. Zwrócę uwagę parę kwestii.

1. Choć dyskryminacje mogą być stosowane w praktyce, to równocześnie trzeba dostrzec zasadniczą różnicę między dyskryminacją, która z zasady jest zakazana, a taką, która z zasady jest dozwolona. To zasadnicza różnica.

Dyskryminacja ze względu na płeć (gdzie grupą dyskryminowaną są kobiety) jest zakazana, choć są oczywiście liczne przejawy kultury, które za tym nie nadążają i różne regulacje prawne, które utrudniają zwalczanie tej dyskryminacji. Natomiast dyskryminacja ze względu na gatunek (gdzie grupą dyskryminowaną są zwierzęta pozaludzkie) jest legalna choć zwierzęta domowe są pod niektórymi względami grupą bardziej hołubioną i choć mamy Ustawę o ochronie zwierząt, która zawiera artykuł mówiący, że zwierzętom należy się ochrona, opieka i szacunek. 

Tak jednak jak przejawy seksistowskiej kultury społecznej i prawnej nie powinny nam zabierać z pola widzenia faktu, że seksizm jest zakazany, tak samo zapis o ochronie, opiece, szacunku i bardzo ograniczony zakres zakazanej przemocy wobec zwierząt nie powinien nam przesłaniać tego, że szowinizm gatunkowy jest dozwolony w najbardziej brutalnej formie – eksploatacji zwierząt „gospodarskich” i rybołówstwie. Możemy mówić w pełnym tego słowa znaczeniu, że nie wolno dyskryminować kobiet. Musimy zdawać sobie sprawę, że sprzeciw wobec dyskryminacji zwierząt jest wciąż postulatem przedstawianym przez niewielu.

2. Postulat powszechnego używania przez feministki języka wolnego od dyskryminacji, która jest dozwolona, i której oddaje się 99 procent społeczeństwa, jest szczytny, ale przedwczesny.

W społeczeństwie, które legalnie eksploatuje zwierzęta, języka wolnego od szowinizmu gatunkowego oczekiwać można wyłącznie od wegan, którzy swoją postawę czerpią z filozofii praw zwierząt (są też i inni weganie, ale nie będę rozwijać tego wątku tutaj). Człowiek na co dzień korzystający z eksploatacji zwierząt i zarazem mówiący językiem wolnym od szowinizmu gatunkowego nie byłby godny pochwały. Musielibyśmy nazwać go hipokrytą. 

Jeśli Nowacka ma podejście do zwierząt nieróżniące jej od większości społeczeństwa, a nic nie wskazuje na coś przeciwnego,  to nie ma sensu oczekiwać od niej antyszowinistycznego języka. Z kolei jeśli o Biedroniu wiemy, że jest nie tylko feministą, ale także przejawia zainteresowanie prawami zwierząt, to takiego polityka (i takiego człowieka) można zachęcać do zainteresowania tym tematem również na płaszczyźnie języka.

Swoją drogą, prawdziwie nieszowinistyczny gatunkowo język, postulowany np. przez Joan Dunayer, byłby w w wielu aspektach niezrozumiały i dezorientujący dla ludzi w szowinizmie gatunkowym wyrosłych. Dlatego prawdopodobnie byłby kontrproduktywny jako narzędzie zmiany. Kto wie, czy nie lepszą strategią jest nie unikanie, lecz właśnie używanie szowinistycznych wyrazów i wyrażeń, po to jednak, by je regularnie kwestionować, odzierać z oczywistości.

3. Co więcej, przedwczesnym także jest postulowanie „na ostro” prozwierzęcego feminizmu, gdy sam ruch na rzecz zwierząt jest prozwierzęcy wybiórczo i gdy ten ruch nie przyjmuje powszechnie zasady poszanowania praw człowieka, w tym praw kobiet. 

Zgadzam się co do zasady z postulatem łączenia działań przeciwko dyskryminacji i przemocy tak ludzi jak i zwierząt. Życzyłabym sobie (i zwierzętom), żeby katering na wydarzeniach na rzecz dyskryminowanych ludzi był zawsze wegański, żeby inicjatywy na rzecz respektowania praw człowieka brały pod uwagę zwierzęta i nie zakładały, że prawa człowieka automatycznie dają zielone światło dla eksploatacji zwierząt. 

Niemniej, obecnie mamy do czynienia z ogromnym szowinizmem gatunkowym w samym ruchu rzekomo prozwierzęcym. Jest to ruch zdominowany przez ludzi, dla których liczą się przede wszystkim zwierzęta domowe (psy, koty, świnki morskie, itp.) i którzy nie mają problemu z korzystaniem z eksploatacji zwierząt „gospodarskich”. Co więcej, część takich osób otwarcie śmieje się z weganizmu. Pośród tych, którzy zajmują się zwierzętami domowymi, jest też grupa miłośników określonych gatunków wywyższających te zwierzęta nad wszelkie inne, a także miłośnicy ras, którzy popierają rozmnażanie przedstawicieli rasy mimo tego, że samo tworzenie ras wiąże się z problemami zdrowotnymi urasowionych zwierząt oraz mimo tego, że zwierząt bezdomnych nie ubywa. Postulowanie weganizmu nawet wśród osób prozwierzęcych spotyka się z dużym oporem. Nawet w tym środowisku zjawisko nieobecnego przedmiotu odniesienia jest powszechne: psy trzeba ratować, a „mięso”, „nabiał” i jaja to jedzenie. 

Wśród osób uważanych za liderów ruchu są osoby, które mają przedmiotowy stosunek do zwierząt gospodarskich i postulują co najwyżej pewne zmiany w chowie eksploatowanych zwierząt (np. bezklatkowy chów kurczaków na mięso czy kur na jaja). Jest przynajmniej jedna osoba, która prowadzi restaurację sprzedającą dania z mięsem, nabiałem i jajami, czyli zarabia na eksploatacji zwierząt, a równocześnie prowadzi fundację, w której nazwie wprowadziła „prawa zwierząt” i występuje na ogólnopolskich demonstracjach perorując o empatii wobec zwierząt. W tym środowisku brakuje nacisku na weganizm – kiedyś, bo prawa zwierząt były czymś mało znanym w Polsce, dziś bo pojęcie "prawa zwierząt" jest używane często tylko w odniesieniu do zwierząt domowych lub do reformowania eksploatacji zwierząt, czyli w całkowitej sprzeczności ze znaczeniem nadanym przez filozofów praw zwierząt.

Podsumowując, tak optymalnie byłoby łączyć ruchy przeciwko różnym formom dyskryminacji i popieram wszelkie inicjatywy tego typu. Język jest bardzo mocnym narzędziem, które zmienia rzeczywistość. Jednak nie dziwi mnie fakt, że wrażliwość na krzywdę zwierząt wśród ludzi lewicy jest wciąż wyjątkiem, a nie regułą, szczególnie kiedy patrzę na środowisko ludzi zajmujących się krzywdą zwierząt, z taką łatwością dzielących zwierzęta na te „do kochania” i te „do zjadania”. Skoro zwolenników praw wszystkich zwierząt (tych zdolnych do cierpienia) jest tak mało, postulat języka pozbawionego szowinizmu gatunkowego, jest słuszny, ale na tę chwilę dotyczyć może znakomitej mniejszości. I tak, niech ta mniejszość, stara się go używać, naruszając oczywistość eksploatacji zwierząt.  

- - - 
Czytaj dalej:
Feministki do Barbary Nowackiej: zwierząt się nie tresuje - Karolina Kuszlewicz, Karolina Skowron, Aśka Wydrych [link]



poniedziałek, 12 marca 2018

Uniwersalny zegar przemocy tyka

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Przemoc wobec kobiet
Co 40 sekund jakaś kobieta w Polsce doświadcza aktu przemocy. Co 2,5 doby przemoc w rodzinie prowadzi do śmierci kobiety. Co 7 minut na Policję trafia zgłoszenie dotyczące przemocy w rodzinie. To „zegar przemocowy”, który swoim tykaniem przypomina, że o prawa kobiet w Polsce trzeba wciąż walczyć, także w obronie ich zdrowia i życia. Opracowała go prof. Beata Gruszczyńska z Katedry Kryminologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Według badań poświęconych przemocy wobec kobiet przeprowadzonych w Polsce w 2012 roku z inicjatywy FRA (Agencji Praw Podstawowych Komisji Europejskiej) wynika, że co trzecia kobieta była w swoim życiu ofiarą przemocy ze strony mężczyzny, w ciągu roku przemocy doznało 6% kobiet, czyli 800 tysięcy kobiet w wieku 18-69 lat. Co szósty przypadek to przemoc ze strony partnera kobiety. Tylko 30% aktów przemocy zostało zgłoszonych Policji. 

Prawo
Amnesty International zachęca do podpisania petycji „Polska wolna od przemocy wobec kobiet” skierowanej do Premiera, Sejmu i Senatu oraz do Pełnomocnika Rządu ds. Społeczeństwa Obywatelskiego i Równego Traktowania. Petycja domaga się wdrożenia podpisanej i ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej z 11 maja 2011 roku. W polskim prawodawstwie wciąż brakuje definicji przemocy ekonomicznej, właściwej definicji gwałtu opartej na braku świadomej zgody na akt seksualny oraz skutecznych mechanizmów izolowania sprawców przemocy od osób narażonych na przemoc. 

Przemoc domowa, w tym przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna czy wciąż niedostrzegana przez nasze prawo przemoc ekonomiczna, to tylko jeden z aspektów dyskryminacji kobiet. Ta dyskryminacja nie zaczyna się w domu i w domu się nie kończy. Społeczeństwo podtrzymuje i rozprzestrzenia szkodliwe stereotypy nie tylko w sferze prywatnej, ale także w edukacji szkolnej (w zeszłym roku usunięto wymóg edukacji antydyskryminacyjnej), w środowisku pracy, gdzie im wyższy szczebel tym mniej kobiet, oraz w polityce, gdzie wciąż chyli się czoła przed najbardziej patriarchalną i zmaskulinizowaną organizacją na świecie – Kościołem Katolickim.

Prawa kobiet
W Dniu Kobiet kobiety mówią o prawach kobiet i zmagają się z niekończącymi się próbami narzucania im męskiej, często seksistowskiej a nawet mizoginistycznej narracji. Akcja #MeToo, czy sprzeciw wobec zaostrzeniu już i tak restrykcyjnego prawa dotyczącego dostępu do aborcji pojawiły się przecież w wyniku wciąż istniejącej kultury uprzedmiotowienia kobiet, gdzie kobiety mają zaspokajać cudze potrzeby, cudze ambicje i cudze pragnienia.

Prawa zwierząt
Jak pisze dr hab. prof. Dorota Probucka w swojej książce "Filozoficzne podstawy praw zwierząt" "propagowanie od końca lat siedemdziesiątych XX wieku idei praw zwierząt ma pewien związek z postmodernistyczną falą praw czwartej generacji postulującą ochronę różnych, dotychczas deprecjonowanych grup. Dyskryminacja ta dotyczy między innymi rasy, płci, orientacji seksualnej albo wieku. Stąd postulowane prawa kobiet, dzieci, osób niepełnosprawnych, homoseksualistów." 

Faktycznie twórcy filozoficznych podstaw praw zwierząt, Tom Regan czy Gary Francione, nawiązują do kryteriów dyskryminacji wewnątrzgatunkowej, czyli dyskryminacji ludzi przez innych ludzi, i wskazują, że kolejnym arbitralnym kryterium na podstawie którego dochodzi do dyskryminacji, obok rasy, płci, orientacji seksualnej i wieku jest przynależność gatunkowa. Skoro bowiem przynajmniej niektóre zwierzęta – te zdolne do odczuwania – posiadają podobny do ludzi interes w tym, by wieść swoje życie i unikać negatywnych doświadczeń (bólu i cierpienia), to podobne interesy powinniśmy traktować podobnie, bez względu na to czy mówimy o interesie człowieka czy krowy. Tego wymagają podstawowe zasady sprawiedliwego, równego traktowania. I jeśli mówimy „masz prawo do życia człowieku, ale nie masz prawa do życia krowo”, to stosujemy szowinizm gatunkowy. Kiedy tworzymy system eksploatacji zwierząt polegający na odmówieniu im prawa do życia i unikania bólu i cierpienia, system, który de facto polega na zadawaniu bólu, cierpienia i zabijaniu zwierząt, uczestniczymy w systemowym, zinstytucjonalizowanym szowinizmie gatunkowym.

Wzajemne zasilanie się dyskryminacji
Różne formy dyskryminacji wzajemnie się karmią i podsycają. Relację wspierania się seksizmu i szowinizmu gatunkowego w zachodniej kulturze patriarchalnej opisała blisko 30 lat temu w swojej wciąż aktualnej książce „The Sexual Politics of Meat” amerykańska feministka i weganka Carol J. Adams. Opisała i zilustrowała przykładami jak procesy uprzedmiotowienia, kawałkowania i konsumpcji przejawiają się zarówno w seksistowskim podejściu do kobiet jak i w szowinistycznym podejściu do zwierząt ułatwiając przemoc fizyczną, psychiczną i symboliczną. Zarówno zabite już i pokawałkowane zwierzęta  przedstawiane w seksualizowanej formie jak i kobiety prezentowane jako atrakcyjny towar, poddane tym procesom, stają się przedmiotami konsumpcji, obiektami bez biografii i indywidualności.

Sexual politics of meat - po polsku [zdjęcie z sieci]
Amerykański historyk Charles Patterson w swojej książce "Wieczna Treblinka" twierdzi, że udomowienie, eksploatacja i uprzemysłowienie eksploatacji zwierząt były (i są) sposobem w jaki ludzie przećwiczyli dominację stosowaną następnie wobec innych ludzi. Nazywanie wrogów nazwami zwierząt, szczególnie tych zaliczanych do kategorii "szkodnik" często poprzedza akty agresji fizycznej i ludobójstwa.

Niestety także w ruchu prozwierzęcym dochodzi do dyskryminującego, pełnego pogardy i nienawiści traktowania ludzi – seksizm (nienawistne portretowowanie kobiet w kampaniach antyfutrzarskich) czy rasizm (ubliżanie Azjatom w kampaniach przeciwko zabijaniu psów na mięso, Żydom w akcjach przeciwko ubojowi rytualnemu). W działających już jak korporacje dużych organizacjach miała swoją odsłonę, na razie w USA, akcja #MeToo, o czym pisze także dziś Carol J.Adams. Socjolożka, feministka i weganka Correy Lee Wrenn zauważa problem takiej dyskryminacji. Opisuje i krytykuje utrwalanie wizerunku kobiety-gadżetu/przedmiotu w wielu akcjach amerykańskiej organizacji PETA. Wrenn, na szczęście nie ona jedyna, podkreśla konieczność podejścia intersekcjonalnego w walce o prawa zwierząt, czyli takich działań, które za oczywistość przyjmują, że skoro ruch na rzecz praw zwierząt jest ruchem na rzecz sprawiedliwości społecznej, musi w swoich działaniach uwzględniać prawa człowieka. Nie ma sensownej walki o prawa zwierząt, kiedy równocześnie depcze się po prawach człowieka. 

Chcemy prawa zwierząt do szacunku takiego jakie mają ludzie, szanujmy ludzi. Nie chodzi o szacunek za zasługi, lecz poszanowanie podstawowych praw, w tym wolności od dyskryminującego traktowania. 



W ciągu 60 sekund w ubojniach w Polsce zabija się 1522 zwierzęta. Żadne z tych zdarzeń nie zostanie zgłoszone na Policji. Ustawa o ochronie zwierząt na to pozwala. Wolno odbierać życiae ponad 800 milionom czujących zwierząt lądowych (np. kur, świń, krów) rocznie i nikt nie wie dokładnie jakiej liczbie czujących zwierząt wodnych (ryb) w ramach systemowej eksploatacji, która jest oficjalną formą brutalnej i butnej dyskryminacji: my ludzie stawiamy na piedestale naszą chęć prowadzenia określonego stylu życia, choć moglibyśmy go zmodyfikować; godzimy się, że cenę za to płacą zwierzęta wystawiane na ból, cierpienie i śmierć. Ludzie zaangażowani w walkę o prawa zwierząt i promocję weganizmu jako niezbędnej podstawy w naszej relacji ze zwierzętami mają co robić. 

Walcząc z dyskryminacją nie dyskryminujmy
Jednak w ferworze działań prozwierzęcych odpowiedzialnym aktywistom nie wolno zapominać o różnych formach wciąż żywej dyskryminacji ludzi. Skoro co 40 sekund jakaś kobieta w Polsce doświadcza aktu przemocy, nie można odtwarzać kolejnych mizoginistycznych aktów przemocy (nawet symbolicznie) w kampaniach antyfutrzarskich (nie mówiąc już o tym, że nie ma różnicy między futrem a skórą). Skoro Polska nigdy nie uwolniła się od antysemityzmu, co w ostatnim czasie staje się ponownie mocno odczuwalne, każdy kto zechce angażować się w akcje przeciwko ubojowi rytualnemu i drastycznie go przeciwstawiać „standardowemu” ubojowi (zamiast pokazywać, że żaden ubój nie jest ani humanitarny ani etyczny) musi zdać sobie sprawę, że będzie mieć swój udział w sianiu rasowej nienawiści. 

Prawa zwierząt są i mam nadzieję, że będą zawsze związane z prawami człowieka. Są ruchem na rzecz sprawiedliwości społecznej. Włączając w działania prozwierzęce seksizm czy rasizm, zaprzeczamy sprawiedliwości i tworzymy coś na kształt klubu uprzywilejowanych, którzy pod swoją opiekę biorą po prostu ulubioną grupę pupili.

------

Czytaj dalej
  • Renata Durda "Świadek przemocy w bliskich relacjach. Co robić, aby nie zaszkodzić sobie i innym" w: Akademia Praw Kobiet - wykłady o przemocy wobec kobiet, Fundacja Feminoteka, Warszawa 2015
  • Prof. Beata Gruszczyńska, Uniwersytet Warszawski, Katedra Kryminologii i Polityki Kryminalnej, Instytut Wymiaru Sprawiedliwości "Kobieta-ofiara przestępstw w badaniach kryminologicznych" - Konferencja "Pomoc kobietom ofiarom przestępstw" Sejm RP, 5 marca 2013
  • Petycja Amnesty International (LINK)
  • "Fabryka patriotów. PiS wyrzuca edukację antydyskryminacyjną ze szkół", Agata Czarnacka, wyborcza.pl, 3 lipca 2017 (LINK)
  • Więcej o książce „The Sexual Politics of Meat” (LINK
  • Blog Correy Lee Wrenn (LINK
  • "Humane Society CEO resigns amid sexual harassment allegations" w- politico.com (LINK