Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślistwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślistwo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 września 2019

O hipokryzji (okiem) myśliwego

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Ostatnio zrecenzowałam wydanie specjalne Tygodnika Powszechnego poświęcone zwierzętom. Zebrano tam artykuły i wywiady opublikowane w tym czasopiśmie w ciągu ostatnich dwóch dekad. Dziś omówię jeden z tych tekstów, wywiad z człowiekiem, który napisał książkę o hipokryzji wobec zwierząt będąc zarazem założycielem azylu dla ptaków, nieweganinem i myśliwym. 

Za Wikipedią, Andrzej Kruszewicz, autor książki „Hipokryzja. Nasze relacje ze zwierzętami”, to polski ornitolog, podróżnik, założyciel i szef Azylu dla Ptaków w warszawskim zoo, dyrektor warszawskiego zoo, z wykształcenia lekarz weterynarii, autor i tłumacz wielu publikacji z zakresu ornitologii, i wreszcie założyciel i honorowy członek Stołecznego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Jak już wspomniałam, Kruszewicz nie stroni od produktów odzwierzęcych, jest myśliwym (choć obecnie nie poluje) i nauczycielem przyszłych myśliwych. 

Przyznam, że hipokryzja interesuje mnie żywo od czasu, kiedy dostrzegłam ją u siebie i zaczęłam się z nią zmagać. Przyglądam się jej też u innych. Z dużym zdziwieniem przyjęłam więc informację, że książkę o hipokryzji w stosunku do zwierząt napisał ktoś taki jak Andrzej Kruszewicz. Czyżby książka ta była spowiedzią grzesznika? A jeśli tak, to czy jest tam postanowienie poprawy? Nie skusiłam się dotąd na tę pozycję, bo recenzje sugerowały raczej mentorski charakter utworu i  uznanie ze strony myśliwych.  Swoją drogą wydawca jego książki – Oficyna wydawnicza Oikos – wita nas na swojej stronie internetowej okładką miesięcznika „Brać Łowiecka”.

Przejdźmy do wywiadu. Jak Kruszewicz rozumie hipokryzję?

Cytat 1
Kto jest hipokrytą?
AK: W relacjach ze zwierzętami wszyscy wykazujemy się hipokryzją. Z różnych powodów i na różne sposoby.
Bo jeśli ktoś deklaruje szlachetną postawę wobec zwierząt, jak wegetarianizm, ale nie sprawdza, skąd bierze się mleko, które pije, to jest nie w porządku. Podobnie z kupowaniem produktów na oleju palmowym.
Albo śliwek w środku zimy, które pochodzą z Paragwaju. 

Cytat 2
Co jest źródłem tej hipokryzji? Dieta? Urbanizacja? Dobrobyt?
AK: Dobrobyt psychiczny. Świadomie zamiatamy pewne sprawy pod dywan, żeby ich nie widzieć. Proszę zwrócić uwagę jak pakowane jest mięso w supermarkecie. Ono nie może przypominać zwierzęcia.
Kilka lat temu wybuchła afera, gdy jedna z sieci sprzedawała w całości zafoliowane prosiaki. Całą świnkę sprzedawali, no skandal. A gdyby nie miała główki, albo wcześniej podzielono ją na pół, to byłoby w porządku? To jest hipokryzja. Jemy mięso, ale celowo unikamy stwierdzenia, że to jest zwierzę, które trzeba zabić. I ktoś musi to zrobić.
(…)
Zabicie zwierzęcia jest zawsze aktem przemocy, którym się chwalić nie należy. Natomiast z całą pewnością zabicie zwierzęcia dzikiego w jego naturalnym środowisku jest łagodniejszą formą zdobycia pożywienia niż hodowanie go poprzez dręczenie, a potem wożenie do rzeźni na ubój, gdzie czeka w kolejce na śmierć. 

Z pewnością hipokryzja towarzyszy nam wszystkim w różnych aspektach życia i nie jest to żadne odkrycie. Jednak mówienie, że hipokryzja dotyczy każdego jest nie tylko truizmem, ale także prostym sposobem na rozmycie tematu. To tak jakby dyskusję o kradzieży rozpocząć od stwierdzenia, że „każdemu przecież zdarzyło się kiedyś coś ukraść, prawda?” albo na początku dyskusji o rasizmie rzucić: „Kto z nas nie ma żadnych uprzedzeń, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Wszyscy poczują się trochę winni i stwierdzą, że w zasadzie z ostrą krytyką zjawiska należy się powstrzymać, bo za chwilę im także zostanie coś wytknięte. 

Wydaje się, że Kruszewicz stosuje właśnie tę taktykę. Wytyka hipokryzję wszystkim. Winni są konsumenci spokojnie kupujący mięso w markecie, i oburzający się dopiero wtedy, gdy forma sprzedawanego mięsa zbyt dosłownie przypomina im, że stoi za tym zabicie zwierzęcia. Winni są też wegetarianie, którzy w podobnym spokoju kupują mleko nie życząc sobie wytykania, co stoi za jego produkcją (nie wiem dlaczego Kruszewicz pomija jajka).  Kruszewicz zakreśla krąg winy szeroko, bo wspomina też olej palmowy, a nawet zakupy sprowadzanych z daleka owoców (nie rozumiem odniesienia do zwierząt w przypadku tego ostatniego). Doprawdy imponujące horyzonty myślowe. Można skonstatować, że pewnie niczego nie pominął. 

Kruszewicz szykuje dla nas ciekawą konkluzję: na bohaterów walczących z hipokryzją wyrastają w jego opowieści myśliwi, którzy samodzielnie, bez oglądania się za kimś, kto by ich wyręczył, bez zamykania oczu i zamiatania sprawy pod dywan stosują przemoc, by zabić zwierzę i pozyskać jego mięso. Co więcej, Kruszewicz podkreśla, że myślistwo jest w sumie najmniej przemocowym sposobem zdobycia mięsa, biorąc pod uwagę fakt, że zwierzę do chwili śmierci nie jest dręczone przez człowieka. Czy można się dziwić, że książka spodobała się myśliwym? 

Mam duży problem z takim podejściem, choć zgadzam się, że za spokojnym kupowaniem mięsa i mleka (a także jajek) stoi społecznie akceptowana forma hipokryzji i że zwierzę zabite w lesie cierpiało mniej niż to poddane hodowli, transportowi i ubojowi. Skąd mój problem? Bo myślę, że konstruktywna rozmowa o hipokryzji w stosunku do zwierząt powinna skupiać się na redukowaniu tejże hipokryzji poprzez podnoszenie standardów zachowania, zachęcanie, byśmy równali w górę, ku szlachetnym aspiracjom.  

Jeśli zamierzamy redukować hipokryzję wytwarzającą się na przykład wokół powierzchownie rozumianej poprawności politycznej, to chcemy zachęcać ludzi, by rzeczywiście zachowywali się lepiej, by w relacjach międzyludzkich było coraz więcej wzajemnego szacunku i coraz mniej seksizmu, rasizmu i innych form dyskryminacji. Niczym konstruktywnym nie jest natomiast redukowanie hipokryzji poprzez zachęcanie ludzi do równania w dół – odcięcia się od szlachetnych aspiracji i powrót do grubiańskiego i krzywdzącego seksizmu czy rasizmu realizowanego bez wstydu i poczucia winy.

Kruszewicz przyjmuje strategię równania w dół. Maluje obraz społeczeństwa pełnego hipokryzji nie po to, by szukać recepty na eliminowanie krzywdzenia zwierząt, lecz by pochwalić tych, którzy bezwstydnie dopuszczają się niepożądanego społecznie zachowania właśnie za to, że robią to bez wstydu i poczucia winy. Ma jakąś propozycję? Tak, zachęca do ograniczania jedzenia mięsa, pozyskiwania go z gospodarstw ekologicznych lub od myśliwych. Mam wątpliwości co do autentyczności jego troski o zwierzęta, bo zadziwia mnie sposób, w jaki odpowiada na zadane mu w wywiadzie niezwykle ważne pytanie: 

Czyli nie unikniemy roli morderców zwierząt?
AK: Ludzie mają często silną potrzebę czucia się lepszymi od innych. Ruch wegetariański czy wegański jest bardzo młody. Dzisiejsi weganie wychowali się na ogół na mięsie, ich rodzice jedzą mięso, jest ono wszechobecne. A taki weganin czy wegetarianin często próbuje zaglądać innym do garnka, ferować wyroki. Nie je i poucza innych. Nie jesz mięsa, w porządku, to twoja decyzja. Kojarzy pan na pewno smak umami, niedawno opisany.
Słynny piąty smak.
AK:Jest związany z mięsem, to właściwie smak mięsa. 3,5 proc. ludzkości go nie odczuwa, mięso jest dla nich bez smaku. Jeśil ktoś taki zostaje wegetarianinem – to zrozumiałe. Ale jeśli ta sama osoba, poucza innych w kwestii mięsa, to tak, jakby eunuch zalecał wszystkim wstrzemięźliwość seksualną.

Trudno sobie wyobrazić bardziej istotne pytanie niż to, czy możemy zrzucić ze swoich barków brzemię zabijania zwierząt. Choć dla większości ludzi zabicie zwierzęcia jest łatwiejsze do przyjęcia niż zabicie człowieka, wciąż nie przyjmujemy tego łatwo, stąd przecież bierze się potrzeba hipokryzji. Nikt jedzący ciasto marchewkowe nie odczuwa dyskomfortu na wzmiankę o wyrwaniu z ziemi marchewki. Jedząc kotleta schabowego większość woli nie słuchać wzmianek o rzeźni. I Kruszewicz otrzymując tak kapitalne pytanie odpowiada klucząc. Tym samym autor „Hipokryzji” zamiata sprawę pod dywan.

Oczywiście nie oczekuję od niego zdolności jasnowidza. Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć przyszłości ludzkości. Niemniej przydałoby się przynajmniej przedstawienie dostępnych ludziom opcji. Autor książki o hipokryzji twierdzący, że jakoś zależy mu na losie zwierząt, jest to winien zarówno zwierzętom jak i swoim czytelnikom. Nie przyjmuję za dobrą monetę ewentualnej niewiedzy. Pisząc na ten temat trzeba takie podstawowe rzeczy wiedzieć. Skoro nie mówi tego Kruszewicz, powiem to ja: jeśli chcemy unikać roli morderców, mamy do wyboru dużo więcej niż ograniczanie mięsa, a to jest jedyna możliwość jaka na dzień dzisiejszy przychodzi Kruszewiczowi do głowy, lub przechodzi przez gardło. Kruszewicz zamiata pod dywan opcję, która jest odpowiednim wyborem dla tych, którzy nie chcą ani kontynuować swojego udziału w krzywdzie zwierząt, ani być hipokrytami, którzy tylko udają, że im na zwierzętach zależy. Takim odpowiednim wyborem jest weganizm, którego definicję przytaczam za  za The Vegan Society:

Weganizm to filozofia i sposób życia, który stara się wykluczyć - w stopniu w jakim jest to możliwe i wykonalne - wszystkie formy eksploatacji i okrucieństwa wobec zwierząt w związku z produkcją żywności, ubrań czy w jakimkolwiek innym celu; co za tym idzie weganizm promuje rozwój i wykorzystywanie alternatyw wolnych od składników odzwierzęcych i niezwiązanych ze zwierzętami, które są korzystne dla ludzi, zwierząt i środowiska.


Dlaczego Kruszewicz o tym nie wspomina? Dlaczego marnuje czas czytelników podśmiechując się z wegetarian i wegan zamiast z miejsca omówić weganizm? Dlaczego krytykowanie jedzenia zwierząt i produktów odzwierzęcych sprowadza do kwestii „zaglądania do cudzego garnka”. Przecież zna różnicę między wyciągnięciem z ziemi korzenia marchewki a zabiciem świni, dzika, kury, krowy czy jelenia. Sam potwierdził, że zabicie zwierzęcia to akt przemocy. Czy uważałby również, że krytykowanie międzyludzkiej przemocy domowej można sprowadzać do „zaglądania do cudzej sypialni”? Dlaczego raz zwierzęta liczą się dla niego do tego stopnia, że podejmuje się napisania całej książki o hipokryzji w nie uderzającej i nawet zaleca jedzenie mniej mięsa (choć dziwnym trafem „zapomina” o ograniczeniu mleka i jaj), a innym razem zwierzęta nie liczą się wcale, kiedy ważniejsze okazują się preferencje amatorów umami? Co ciekawe, smak umami nie występuje tylko w mięsie. Mają go też niektóre produkty roślinne, takie jak suszone pomidory, oliwki czy sos sojowy - to informacja na marginesie i małe zdziwienie, że Kruszewicz tego nie wie. Ale nawet gdyby rzeczywiście tylko mięso miało smak umami, to – jak zauważono – umami jest dopiero piątym smakiem, wciąż mamy do dyspozycji cztery pozostałe i nieskończone wręcz możliwości żonglowania nimi w obrębie kuchni roślinnej. Teza, że kuchnia bez mięsa to kuchnia bez smaku jest więc z gruntu fałszywa i świadczyć może co najwyżej o braku wyobraźni.

Mięso nie jest naturalną potrzebą człowieka, a chyba to zdaje się sugerować Kruszewicz porównując zdolność do smakowania mięsa do seksualności, a jedzenie mięsa do uprawiania seksu. Wbrew temu co twierdzi autor „Hipokryzji” codzienne jedzenie mięsa ma bardzo krótką historię – na Zachodzie rozpoczętą dopiero po II wojnie światowej. Jest to historia krótsza niż niejedzenie mięsa na Wschodzie. Wcześniej dla większości ludzi jedzenie mięsa, w przeciwieństwie do uprawiania seksu, było doświadczeniem sporadycznym. 

Wracając do weganizmu – jest to świetne rozwiązanie, praktykowane przez miliony ludzi na całym świecie, wychodzące daleko poza samą dietę roślinną, bazujące równocześnie na mocnym kontakcie z rzeczywistością (podkreślające, że robimy to co możliwe i wykonalne) i wyrażające troskę o przyszłość angażując nas do pracy nad lepszymi rozwiązaniami w każdej dziedzinie życia. Dietę roślinną wspiera nauka. Największa na świecie organizacja dietetyków – amerykańska Academy of Nutrition and Dietetics, co parę lat wydaje stanowisko na temat diet wegetariańskich i roślinnych i na podstawie analizy rosnącej liczby badań i potwierdza, że dobrze zaplanowana dieta roślinna jest odpowiednia na każdym etapie życia. Dlaczego, do cholery, Kruszewicz o tym nie wspomina? Globalne odejście od produkcji zwierzęcej byłoby też korzystne dla środowiska, a więc także dla ludzi i dzikich zwierząt. Dlaczego w kontekście środowiska Kruszewicz mówi tylko o wegetarianizmie, do którego jak sądzi będziemy kiedyś tam zmuszeni?

Niesmaczne i niepokojące skojarzenia z seksem Kruszewicz ma nie tylko w kontekście jedzenia mięsa.

Zabrałby Pan dziecko na polowanie?
AK: Ja mam dorosłe dzieci, to inna sytuacja. Kilka lat temu wziąłem syna. Poszliśmy do lasu, siedliśmy na skraju łąki, obserwowaliśmy jakiegoś zająca, kozła. Podobało mu się, że mamy ze sobą broń. Ale nie był przy żadnym strzale, ani tym bardziej przy patroszeniu. Wracając do pytania, 18-latka na polowanie bym zabrał, kazał stanąć gdzieś z tyłu. A jak to powinno wyglądać prawnie? Może 16 lat to dobry wiek? Jeśli nie karzemy 16-latków za seks, to czemu zabraniać im udziału w polowaniach? 

Czy to porównanie nie wskazuje przypadkiem, że zabijanie zwierząt kojarzy się Kruszewiczowi jako coś przyjemnego, choć zarezerwowanego dla dorosłych? Skoro już musiał użyć jakiegoś porównania (udając, że mięso to konieczność), mógł choćby odnieść się do takiej rzeczy jak praca - zmuszanie do niej dzieci jest karalne.  O polowaniu mówi też, że „samo polowanie to duży wysiłek fizyczny, który nawet lubię, ale nie mam na to czasu.” W sumie, w świetle takich wypowiedzi, nie powinno mnie dziwić pominięcie weganizmu. Po co weganizm komuś, kto mimo deklaracji, że krzywda zwierząt nie jest mu obojętna, w zasadzie deklaruje, że smak umami jest ważniejszy a zabijanie sprawia przyjemność. Zastanawiam się też, po co komuś takiemu książka o hipokryzji w odniesieniu do zwierząt? Chyba że posłużyła jako wielka miotła do zamiecenia własnych śmieci pod dywan.

Czytaj dalej:

  • Recenzja specjalnego wydania Tygodnika Powszechnego o zwierzętach (link
  • Inne teksty na tym blogu związane z tematem myślistwa (link, link, link)


środa, 15 listopada 2017

Myślistwo vs cywilizowana ochrona zwierząt?

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Hubertus to święto myśliwych organizowane na przełomie października i listopada. Hubertus w Węgrowie – to po raz kolejny sojusz ołtarza z tronem. Impreza, podczas której Kościół Katolicki dał wsparcie i oprawę dla wydarzenia zorganizowanego przez Państwo (Lasy Państwowe) i wizytowanego przez polującego Ministra Środowiska, który tu właśnie przyjął od własnej córki ślubowanie na myśliwego. Współpraca Kościoła i Państwa była tu tak ścisła, że nie dało się jednego odseparować od drugiego. Hubertusa rozpoczęła modlitwa do Św. Huberta pod przewodnictwem księdza, który jest członkiem Polskiego Związku Łowieckiego (działającego na podstawie Ustawy Prawo Łowieckie), zaś mszę hubertowską w kleszcze wzięły przemówienia osób należących do władzy ustawodawczej i wykonawczej: Wicemarszałkini Senatu Marii Koc i Ministra Środowiska Jana Szyszki. Jeśli chcemy rozdziału Państwa od Kościoła, to Hubertus jest jedną z tych imprez, których w kalendarzu urzędników państwowych widzieć nie chcemy. 

Myślistwo w lesie i w ustawie
Myślistwo to zabijanie zwierząt. Oczywiście myśliwi dokarmiają zwierzęta, a nawet kupują je z hodowli i wypuszczają do lasu (na chwilę lub dłużej), ale ostatecznie zwierzęta te zabijają. I nawet jeśli wśród zwierząt tych zdarzą się stare i chore (odstrzał sanitarny) lub zagrażające (w mniej lub bardziej dyskusyjnym stopniu) ludziom, jak dziki w rozrastających się miastach, to myśliwi zabijają także dużo zwierząt młodych, zdrowych i dorodnych. Skądś się przecież bierze smaczne mięso oraz okazałe trofea, o które myśliwi prowadzą zażarte spory, gdy nie ma pewności, kto jest autorem śmierci zwierzęcia. Rozstrzyganiu tych, jakże ważnych, sporów poświęcony jest cały rozdział stosownego ministerialnego rozporządzenia dotyczącego wykonywania polowań.

Choć myślistwo to zabijanie, próżno go szukać w celach łowiectwa wymienionych przez Ustawę Prawo Łowieckie:

1) ochrona, zachowanie różnorodności i gospodarowanie populacjami zwierząt łownych; 
2) ochrona i kształtowanie środowiska przyrodniczego na rzecz poprawy warunków bytowania zwierzyny; 
3) uzyskiwanie możliwie wysokiej kondycji osobniczej i jakości trofeów oraz właściwej liczebności populacji poszczególnych gatunków zwierzyny przy zachowaniu równowagi środowiska przyrodniczego; 
4) spełnianie potrzeb społecznych w zakresie uprawiania myślistwa, kultywowania tradycji oraz krzewienia etyki i kultury łowieckiej

Ustawowe cele łowiectwa brzmią bardzo pozytywnie, nieprawdaż? Jak miłe sercu mamy tu skojarzenia: ochrona zwierząt i przyrody, poprawa warunków bytowania zwierząt, tradycja, kultura a nawet etyka łowiecka. W równie pozytywnym tonie zrelacjonowano święto myśliwych na stronie Ministerstwa Środowiska. Napisano, że Hubertus odbył się pod nazwą „Zdrowa żywność z polskich lasów i polskiej wsi”. Przytoczono też słowa Ministra Jana Szyszki, że „polskie łowiectwo od lat zajmuje się racjonalnym gospodarowaniem zasobami przyrodniczymi i ich ochroną”. No proszę.




Zwierzęta łowne czekają na złowienie
Mała rysa w całej tej pozytywności pojawia się dopiero wtedy, gdy kątem oka dostrzegamy, że Ustawa Prawo Łowieckie nazywa zwierzęta nieudomowione, które ma przecież chronić „zwierzętami łownymi” (czyżby czekały w lesie na złowienie?), i gdy zauważamy, że pośród celów łowiectwa wymienia się uzyskiwanie trofeów (owszem, jelenie same zrzucają poroże, ale nie z fragmentem czaszki – a takie właśnie niejadalne pozostałości zwierząt służą jako pamiątka i dowód udanego polowania). 



W Ustawie Prawo Łowieckie słowo „zabijać” pojawia się tylko raz, gdy zakazuje się zabijania zwierząt "łownych" w celach niezwiązanych z polowaniem. Ustawa ostrzega: jeśli nie jesteś myśliwym, nie ruszaj zwierząt, które czekają, aż to właśnie myśliwy wyrazi zainteresowanie ich ochroną lub regulacją i po polowaniu zaopiekuje się pozyskanym trofeum. Ustawa precyzuje, że zakazowi zabijania zwierzyny nie podlegają: polowania, odłowy, sprawdziany pracy psów myśliwskich, a także szkolenia ptaków łowczych i psów myśliwskich organizowane przez Polski Związek Łowiecki ("zwierzyna" = zwierzęta dzikie i przeznaczone do polowania). Skoro zakazowi nie podlegają, znaczy, że w ramach takich czynności wolno zabijać. No wreszcie, w trochę pokrętny sposób, przyznano, że w myślistwie jednak dochodzi do zabijania zwierząt, pardon, zwierzyny.

Myślistwo, jeździectwo, myśliwskie psy
Warto zwrócić uwagę na ten fragment o dozwolonym zabijaniu, bo pokazuje on, że środowisko myśliwych ma bliskie relacje ze środowiskiem hodowców psów „myśliwskich” (Klub Szpiców Polskiego Związku Łowieckiego, Klub Teriera, a nawet Związek Kynologiczny w Polsce mieli swoje stoiska na Targach Łowieckich Hubertus 2017). Dodatkowo, Hubertus jest nie tylko świętem myśliwych rozpoczynających jesienno-zimowy sezon polowań odbywanych na piechotę (po wjechaniu samochodami do lasu), ale także jeźdźców, którzy z kolei tym świętem zamykają sezon jeżdżenia na koniach. Czym zamykają? Tak zwaną pogonią za lisem, czyli konkurencją polegającą na grupowej jeździe na koniach w pogoni za jeźdźcem, który ma przyczepiony do siebie ogon lisa. Podobno zabawa to bezkrwawa. Lisy jednak nie zrzucają ogonów tak jak jelenie poroże, zatem lisi ogon pochodzi najpewniej ze zwierzęcia upolowanego przez myśliwych, ewentualnie zabitego na lisiej fermie. Hubertus jeździecki wpisuje się w poparcie dla myślistwa, nie mówiąc już o tym, że samo jeździectwo to używanie zwierząt dla przyjemności, której zapleczem jest hodowla i handel, tresura i zwierzęta, które się „zużyły”albo nigdy nie stały się pożyteczne (część koni, które już nie nadają się do hodowli ani do jeździectwa, ani nawet do szkółki czy hipoterapii kończy w rzeźni). 

Nie zabijajcie zwierząt*, nie* polujcie* zbiorowo* tylko* na dzikie* zwierzęta* na ptaki* na zające* na niezagrożone  gatunki* na moim terenie* (*Niepotrzebne skreślić)
W Polsce ostatnio coraz częściej słychać o działaniach aktywistycznych przeciwko myślistwu. Działania te przybierają różną formę. Są oczywiście ludzie, którzy chcieliby całkowitej likwidacji myślistwa, bo nie chcą, by zabijane były (dzikie) zwierzęta. Aktywiści tacy demonstrują przy okazji targów myśliwskich, a także chodzą do lasu utrudniając tym samym lub uniemożliwiając wykonywanie polowania. Część działań nie występuje przeciwko myślistwu jako takiemu, lecz jest nakierowana na reformę typu welfare (podobnie jak w chowie zwierząt gospodarskich), która miałaby polegać na wyeliminowaniu najbardziej okrutnych z punktu widzenia działaczy praktyk, np. zakazać polowań zbiorowych (Kampania informacyjna Nie podaję ręki myśliwym), czy wprowadzić zakaz polowania na ptaki (kampania Niech Żyją). Część działań przyjmuje kształt ochrony gatunkowej – postuluje się objęcie ochroną konkretnych gatunków, które zdaniem działaczy nie wymagają tzw. regulacji, np. wprowadzenie ochrony zajęcy, które mają „wystarczająco” wielu wrogów naturalnych. Część postulatów dotyczy wyłącznie kwestii ochrony środowiska, np. zakaz używania nabojów z ołowiem. Są też postulaty, a nawet sprawy wygrane w sądzie, by ograniczyć wolność myśliwych do polowań na prywatnych terenach, gdzie jest ustanowiony obwód łowiecki, a gdzie właściciel polowań sobie nie życzy (Monika Sznajderman i Andrzej Stasiuk zaskarżyli decyzję o wyznaczeniu obwodu łowieckiego na ich terenie i sąd przyznał im rację). 



Zwolennicy i przeciwnicy czego?
Jak widać, ludzie mający złe zdanie na temat myślistwa są grupą dość zróżnicowaną. Przeciwnicy eksploatacji zwierząt stanowią tylko część tego środowiska i podejrzewam, że jest to niewielki odsetek. Należy bowiem dostrzec różnicę pomiędzy: (a) ochroną gatunkową, (b) sprzeciwem wobec okrucieństwa, (c) sprzeciwem wobec zabijania dzikich zwierząt i wreszcie (d) sprzeciwem wobec eksploatacji zwierząt/ traktowania zwierząt jak zasobów czy surowca. 

Ochrona gatunkowa
Zwolennicy ochrony gatunkowej sprzeciwiają się zapędom myśliwych o tyle, o ile uważają polowania za zagrożenie dla istnienia gatunku. Innymi słowy, jeśli takiego zagrożenia nie dostrzegają uważając populację danego gatunku za wystarczająco dużą, to zabijanie zwierząt tego gatunku przez myśliwych im nie przeszkadza. Zwolennicy ochrony gatunkowej bardziej interesują się pojęciami bioróżnorodności, równowagi w przyrodzie, albo tzw. zrównoważonego rozwoju, czy zrównoważonego rybołówstwa, które też jest formą polowania (patrz porady WWF „Jaka ryba na obiad” czy poradnik Greenpeace „Dobra ryba”). Czy jednak zwierzęta, których populacja ma się dobrze, mają mniejszy zapał do życia, mniej cierpią i dlatego są „dobrą rybą na obiad”? WWF alarmuje, by nie strzelać do łosi, ale nie  ma żadnej kampanii przeciwko myślistwu. Właśnie dlatego, że troszczy się nie o zwierzęta, lecz o gatunki. Zginie jeleń – nie ma sprawy, zginie łoś – podnosimy alarm, bo populacja może ulec zachwianiu.

Okrucieństwo 
Przeciwnicy okrucieństwa zazwyczaj nie kwestionują zabijania zwierząt ani ich eksploatacji. To najczęściej zwolennicy reform dobrostanowych (welfare), których celem ma być eliminowanie najbardziej „okrutnych” praktyk z chowu i hodowli zwierząt. Okrucieństwo biorę w cudzysłów, bo najczęściej kojarzone jest ze skłonnością do zadawania cierpienia dla przyjemności, podczas gdy na fermach większość cierpienia i krzywdy zadaje się, bo taki jest biznesowy model, takie są wymogi konkurencji rynkowej i tak jest sformułowane prawo, które na to pozwala. Powiedziałabym więc, że okrucieństwo się zdarza (zdarzają się sadyści) ale cierpienie i krzywda dzieją się regularnie i jak najbardziej legalnie w chowie klatkowym i bezklatkowym, transporcie i w rzeźniach. Przeciwnicy okrucieństwa mają problem z dostrzeżeniem systemowego charakteru zadawania cierpienia i krzywdzenia zwierząt, więc chętnie popierają różnego rodzaju kampanie, które mają to okrucieństwo (rzekomo incydentalne, wyjątkowe) wykrywać i usuwać ze skądinąd prawidłowo funkcjonującego systemu „właściwego” („ludzkiego”) wykorzystywania zwierząt. Tę strategię stosują także w odniesieniu do myślistwa sprzeciwiając się np. polowaniom zbiorowym czy polowaniu na ptaki.



Dzikie zwierzęta takie piękne
Przeciwnicy zabijania dzikich zwierząt, którzy równocześnie korzystają z eksploatacji zwierząt udomowionych kupując i jedząc mięso zwierząt lądowych i ryb, nabiał, jaja, a także nosząc skórę i wełnę, czasem (choć rzadziej) futro, stanowią grupę, których motywacja wydaje się przedmiotowa, estetyczna – dzikie zwierzęta (podejrzewam) jawią im się jako piękny element przyrody, podobnie jak piękne drzewa czy kwiaty i stanowią dla nich pewien zasób, z którego powinni móc korzystać wszyscy (oglądając) a nie tylko niektórzy (zabijając i zjadając). Nie wykluczam oczywiście, że przeciwnicy zabijania dzikich zwierząt mogą swoje motywacje artykułować inaczej, lub mieć w zanadrzu jeszcze inne powody. Niemniej, ich postawa wydaje się mi bardzo niekonsekwentna a empatia bardzo wybiórcza, podobnie jak podejście do krzywdzenia zwierząt.

Eksploatacja zwierząt
Jest wreszcie grupa ludzi, którzy są przeciwni eksploatowaniu jakichkolwiek zwierząt, dzikich czy udomowionych. Nie chcą ich traktować jak zasoby, surowce, bądź maszynki do produkcji wrażeń estetycznych czy kulinarnych. Starają się unikać produktów pochodzących z eksploatacji zwierząt. W praktyce oznacza to dietę roślinną, odzież bez skóry, wełny czy futra, w miarę możliwości kosmetyki inne produkty bez składników odzwierzęcych i nietestowane na zwierzętach. To zwolennicy praw zwierząt, weganie. 

Przyglądając się tym grupom widać, że dopiero ogólny sprzeciw wobec eksploatacji zwierząt jest jakościowo zdecydowanie różny od przyzwolenia w takiej lub innej formie na eksploatację zwierząt, zaś myślistwo jest jedną z wielu form takiego przyzwolenia. Przeciwników eksploatacji zwierząt jest wciąż mało, bo wychowujemy się w społeczeństwie, gdzie od dziecka uczymy się, że eksploatacja taka jest w porządku. Oczywiście nauka nie przebiega w taki bezpośredni i brutalny sposób, bo zazwyczaj nie musimy konfrontować się z przemocą, która jest niezbędna do tego, byśmy mogli kupować i konsumować jajka, nabiał i mięso, czy nosić odzież ze skóry, wełny czy futra. Jesteśmy nauczeni i przyzwyczajeni do korzystania z tych produktów, a że sami nie musimy tej przemocy stosować, to tym łatwiej jest nam nie przyjmować do wiadomości jej istnienia, nawet jeśli gdzieś na krawędzi naszej świadomości zaczną przemykać niepokojące treści i obrazy. Łatwo jest taki związek między naszym stylem życia a krzywdą i przemocą wobec zwierząt po prostu wyprzeć, oddalić i równocześnie cieszyć się swoją sympatią i pozytywnymi odruchami do zwierząt, z których krzywdy nie czerpiemy korzyści – psami i kotami. Być może im silniejsze wyparcie naszego udziału tym mocniejszy sprzeciw wobec rzeźników, myśliwych i naukowców eksperymentujących na zwierzętach. Oprócz "bezprzemocowego" korzystania z eksploatacji zwierząt jaką i my uprawiamy, osobiście zadają przemoc. 

Do rzeźników siłą rzeczy możemy mieć stosunek co najwyżej ambiwalentny – w końcu, choć robią coś nieprzyjemnego, z ich usług korzystamy. Do eksperymentatorów stosunek możemy mieć całkiem negatywny, jeśli uważamy, że nauka może radzić sobie bez eksperymentów na zwierzętach (tu zdania są podzielone jak miałaby taka nauka wyglądać w praktyce). Natomiast do myśliwych możemy zionąć nieograniczoną nienawiścią, bo oni w świetle dnia (choć w rzeczywistości niekoniecznie) pokazują na czym polega przemoc i zabijanie i czynią to zwierzętom, wobec których nie nauczyliśmy się mieć kulinarnych skojarzeń. Ta otwarta przemoc nie pasuje do naszego „cywilizowanego” świata, gdzie takie rzeczy owszem się robi, ale cudzymi rękami, a jeśli się mówi, to w sposób zaowalowany lub z dystansującym humorem. Myślistwo zaś jest takie prostackie, ordynarnie dosłowne, bez cudzysłowu, z kiepskim żartem i bez zasłony (choć i ono ma zestaw swoich rytuałów, swój język, podobnie zniekształcający rzeczywistość przemocy wobec zwierząt jak język sztuki kulinarnej,  swoje gadżety, muzykę i stroje). 

Ustawa Prawo Łowieckie i Ustawa o ochronie zwierząt
Przedstawiłam fragment Ustawy Prawo Łowieckie, która pośród celów łowiectwa nie wymienia zabijania zwierząt. To może dziwić, ale do czasu, kiedy bliżej przyjrzymy się także Ustawie o ochronie zwierząt, która zezwala na zabijanie ponad 800 milionów dzikich i udomowionych zwierząt lądowych i liczonych tylko w tonach ryb (to zdolne do odczuwania bólu i strachu kręgowce). Powtórzę: Ustawa o ochronie zwierząt zezwala na ich zabijanie. Nie gdy się męczą, chorują, ale gdy chodzi o zaspokajanie potrzeb człowieka, które – uwaga – człowiek może zaspokoić inaczej. Potrzebujemy jeść? Oczywiście, ale posłużyć nam może dieta roślinna (odpowiednio ułożona zaspokoi zapotrzebowanie na składniki odżywcze, będzie smaczna i sycąca). Potrzebujemy ubrań? Materiałów z włókien naturalnych i syntetycznych jest bez liku. Skoro Ustawa o ochronie zwierząt nie chroni tych setek milionów zwierząt zabijanych, by zaspokajać nasze potrzeby, które możemy zaspokajać inaczej, to jaka to ochrona? Niewątpliwie chronimy nią nasz styl życia a także działalność gospodarczą. Ustawa o ochronie zwierząt jedynie reguluje eksploatację zwierząt (chroniąc do pewnego stopnia zwierzęta domowe). Myślistwo jest tylko jedną z form tej eksploatacji. 

Refleksja
Niemniej jeśli staje się tak, a tak się staje, że zaczynamy łączyć podobne z podobnym i kojarzyć, że przemoc wobec świni, kury czy krowy nie jest niczym lepszym od przemocy wobec psa, kota, kuropatwy, dzika, jelenia lub łosia, to nieuchronnie przychodzi refleksja, że nie tylko myślistwo jest czymś złym ale i nasze polowanie na pyszny ser, super ciasta z jajkami czy skórzane ciuchy. Myślistwo nie jest anachronicznym wyjątkiem, prostacką przemocą w wysublimowanym i empatycznym społeczeństwie, które ceni sobie wysokie standardy postępowania ze zwierzętami. Myślistwo swoim prostackim zabijaniem odsuwa zasłonę rzeźni, z której wszyscy korzystamy. Zamiast więc marnować energię na nienawiść do myśliwych, wykorzystajmy refleksję nad myślistwem do otrzeźwienia i odmówienia udziału w bardziej zakamuflowanych, ale nie mniej krzywdzących formach przemocy, których dowody zalegają na sklepowych półkach i na wieszakach. 



Czytaj dalej:

  • Minister na Hubertusie węgrowskim – relacja na stronie Ministerstwa Środowiska (LINK)  
  • Relacja z Hubertusa jeździeckiego (LINK
  • Gdzie znaleźć ustawy? Na stronie prawo.sejm.gov.pl I Ściągać tekst ujednolicony (zawiera nowelizacje, jeśli były)
  • Zakazy polowań mogą okazać się grą w kotka i myszkę, a konkretnie w aktywistów, myśliwych i lisy (LINK)  
  • WWF radzi nad jakimi rybami nie trzeba się litować (LINK)  
  • Greenpeace też ma propozycję w tym temacie dla tzw. świadomych konsumentów (LINK
  • Legalne cierpienie i krzywda dzieją się na co dzień. I można sobie z tego żartować. W takiej ogólnopolskiej bazie ubojni drobiu zobaczymy rusynek kurczaka jak z animowanej bajki dla dzieci pokazującego gest „kciuk do góry”. Zdaje się, że reklamuje on śmierć swoich sióstr i braci. (LINK)  
  • Dieta roślinna jest możliwa, a jeśli dobrze się ją ułoży, jest zdrowa, zapewni składniki odżywcze, a nawet pomoże w profilaktyce niektórych chorób. Takie jest stanowisko największej na świecie organizacji zrzeszającej dietetyków, amerykańska Academy of Nutrition and Dietetics (LINK)  i wersja starsza, po polski (LINK)
  • Roślinne jedzenie może być smaczne, sycące, kolorowe, aromatyczne i różnorodne. Pośród tysięcy przepisów każdy znajdzie coś dla siebie. Program Weganizm Spróbujesz? Stowarzyszenia Empatia (LINK)  






piątek, 24 marca 2017

Pokłosie Pokotu

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Na wielu przystankach autobusowych w Warszawie na pasażerów spogląda wilk, który ma zapalenie spojówki. Zaraz, to chyba nie jest zapalenie spojówki. To oko jest zupełnie inne niż drugie, wilcze oko. Faktycznie, to oko ludzkie, obramowane różową, nieowłosioną skórą. Wilk spogląda na nas z plakatu filmu “Pokot” Agnieszki Holland, adaptacji powieści “Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk.

Główną, ludzką bohaterką filmu (i książki) jest Janina Duszejko, emerytowana inżynierka i budowczyni mostów na Bliskim Wschodzie, która mieszka obecnie w niewielkim domu na wsi, w Kotlinie Kłodzkiej, i dorabia do emerytury ucząc angielskiego w szkole podstawowej. Jej rodzinę stanowią dwie suki, naprzemiennie nazywane przez Duszejko dziewczynkami i córkami. Wiek, płeć, “nieuporządkowane” życie osobiste (brak męża, dzieci i wnuków), irracjonalna wiara w astrologię, sprzeciw wobec polowań i wegetarianizm stanowią pakiet trudny do przełknięcia dla mieszkańców, w szczególności dla lokalnej władzy. Duszejko jest pouczana przez księdza (myśliwego), że zwierzęta nie mają duszy i nie należy okazywać im “nadmiernego” zainteresowania (chyba że jest to zainteresowanie ich zabijaniem i zjadaniem), a także przez policjanta, który niechętnie przyjmuje zgłoszenie o wykrytym przez Duszejko kłusownictwie i głośno zastanawia się nad “nieprawidłowymi” zainteresowaniami starej kobiety wybierającej pomoc zwierzętom (zamiast ludziom).



W “Pokocie” ludzie krzywdzący zwierzęta to przede wszystkim myśliwi. Większość z nich to równocześnie prowincjonalni notable, narysowani grubą, karykaturalną kreską i takoż zagrani. Świat “Pokotu” dzieli się na tych, którzy władzę mają (tak się jakoś składa, że to gardzący bezbronnymi mężczyźni),  oraz na tych, co władzy nie mają, czyli słabych, często marginalizowanych, ludzi oraz zwierzęta (reprezentowane przez zwierzęta leśne i psy Duszejko). Podział to mało zaskakujący – stary, znany patriarchat. Na szczęście mamy nietuzinkową postać Duszejko, jej przyjaciół i – trudno powiedzieć czy na szczęście, ale na pewno robi się ciekawie – mamy też zaginięcie psów oraz tajemnicze zgony mieszkańców miasteczka, które łączy jedno: wszystkie ofiary były myśliwymi. Trochę w tle tej historii są dzieci - uczniowie i uczennice wciąż lubiące Duszejko i pomagające jej szukać zaginionych suk, ale równocześnie formatowane już do życia w świecie według reguł dyktowanych przez silniejszych. 

Czy patriarchat wraz ze swoją pogardą wobec kobiet i mężczyzn niewpisujących się w obowiązujący model silnego samca pokrywa się z szowinizmem gatunkowym polegającym na pogardzie ludzi wobec zwierząt? Trochę tak układa się opowieść w “Pokocie”. Gdyby system opresji zwierząt faktycznie polegał tylko na polowaniu i ewentualnie kłusowaniu, moglibyśmy przytaknąć, a jako wspólny mianownik wyznaczyć zdolność do bezpośredniej przemocy psychicznej i fizycznej. W takim układzie ten, kto jest do przemocy zdolny, umacnia swoją pozycję, legitymizuje własne prawo do dominacji tych, którzy są słabsi fizycznie czy psychicznie lub nie chcą stosować przemocy. Świat “Pokotu” nie jest jednak prawdziwy. Jego bajkowość polega na tym, że jest prosty, z pierwszej ręki. Świat rzeczywisty jest nie tylko z pierwszej, ale z drugiej, trzeciej i entej ręki, a wspólnym mianownikiem różnych form opresji, tak patriarchalnej jak i gatunkowo szowinistycznej, jest przemoc pośrednia, która nie wymaga siły i okrucieństwa; wystarcza systemowe i indywidualne przyzwolenie, obojętność,odpowiednie wychowanie i ignorancja. Zygmunt Bauman pisał o takiej rozproszonej odpowiedzialności w nowoczesnym świecie, jednak odnosił ją tylko do relacji międzyludzkich. Wpisuje się to jednak równie dobrze w stosunek ludzi do zwierząt. Z ręki myśliwych w Polsce ginie około półtora miliona dzikich ptaków i ssaków. Oburzamy się, bo widzimy sprawcę tak blisko ofiary. Odpowiedzialność jest widoczna jak na dłoni. Jednak za sprawą przemocy z ręki nieznanego nam hodowcy czy rzeźnika, na społeczne zamówienie, cierpi i ginie ponad 800 milionów udomowionych ptaków i ssaków. Tutaj poczucie naszej odpowiedzialności się zaciera, a przemocy nie widać, choć dzieje się naprawdę. 




Myśliwi są łatwym kozłem ofiarnym. Faktycznie, nie są bez winy, w końcu zabijają, zbierają trofea, wydają się tym cieszyć. Są utożsamiani, nie bez powodu, z władzą (odsetek myśliwych w Parlamencie prawdopodobnie przekracza ich odsetek w społeczeństwie), i to z władzą butną, która zawłaszcza las i stwarza niebezpieczeństwo także dla postronnych ludzi. Jednak uznanie myśliwych za głównych winnych przemocy wobec zwierząt jest aktem hipokryzji społeczeństwa, które całe swoje życie osadza na zinstytucjonalizowanej przemocy: fermy i rzeźnie pracują całą parą, by codziennie w markecie było mięso, nabiał i jaja. Tę przemoc z trzeciej ręki ignoruje też w pewnym stopniu Duszejko – w końcu odrzuca tylko mięso, mimo że przemocy doznają także krowy produkujące mleko i kury znoszące jajka (oprócz chorób związanych z podkręconym na cele produkcji układem rozrodczym, wszystkie te zwierzęta kończą w rzeźni).

Zabieg umieszczenia po jednej stronie Duszejko, a po drugiej myśliwych, wyprowadza z kadru znakomitą większość ludzi zajmujących się eksploatacją zwierząt i tych, którzy z niej korzystają. W związku z tym, dla jednych to film dosłownie przeciwko myśliwym, a dla innych przeciwko patriarchatowi i atakowi człowieka na przyrodę. Choć Duszejko wygłasza parę uwag na temat rzeźni i jedzenia mięsa (tak jakby rzeźnia dotyczyła tylko zwierząt hodowanych na mięso) to najwyraźniej eksploatacja zwierząt udomowionych jest raczej tematem pobocznym. W końcu nikt świni, krowy czy kury nie kojarzy z przyrodą, a ich krzywdzenie i zabijanie pozostaje tak powszechne, że aż ledwo zauważalne. 



W wywiadzie dla Polityki, Janusz Wróblewski pyta Agnieszkę Holland: “Pokot jest filmem proekologicznym, opowiada się za równością ludzi i zwierząt. Jak bardzo ta sprawa jest dla Pani ważna?” Holland odpowiada: “Nie tak jak dla Olgi, która tym żyje, jest wegetarianką. Ja jem mięso, ale staram się ograniczać. Nie mam potrzeby, by totalnie zaświadczać swoim życiem, że zwierzęta są moim priorytetem.” To, co mówi Agnieszka Holland świadczy o mocnym zanurzeniu w szowinistyczną kulturę, gdzie dopiero trzeba “tym żyć”, żeby po prostu odmówić uczestnictwa w przemocy wobec zwierząt. W tej kulturze pozycją wyjściową jest czerpanie całymi garściami z eksploatacji zwierząt. Dlatego na tym tle skromny postulat weganizmu, czyli nieagresji, jest traktowany w najlepszym razie jako coś wyjątkowego, odpowiedniego dla osób bardzo zaangażowanych, a w najgorszym razie jako coś dziwacznego lub radykalnego – dla osób nieprzystosowanych lub dla ekstremistów. Bywa, że weganizm w ogóle nie jest brany pod uwagę, bo w jego miejsce wchodzi wegetarianizm. Zamiast o eksploatacji zwierząt rozmawiamy tylko o jedzeniu mięsa, tak jakby hodowla na mięso była jedyną formą eksploatacji zwierząt. Tak zresztą stało się przy okazji tego filmu. Jeśli w ogóle wywiady i rozmowy wychodziły poza myślistwo, to kończyły na mięsie i wegetarianizmie, zostawiając fermy mleczne i jajeczne poza sferą zainteresowania. Swoją drogą, skoro Olga Tokarczuk “tym żyje”, powinna być weganką.

Bajka bajką, ma swoje prawa i odzwierciedlać rzeczywistości nie musi. Jeśli jednak ma być inspiracją, powinna nas zafrapować na tyle, byśmy zechcieli i zechciały z rzeczywistością stawać twarzą w twarz i nie uciekać od osobistej odpowiedzialności, co dzieje się wtedy, gdy całą uwagę skupimy na tych “złych onych” (na przykład myśliwych), zamiast na eliminowaniu zła i korzystaniu z potencjału dobra, które tkwią w nas samych.
_________________ 
Czytaj dalej:
1. "Mścicielka z powodu" Rozmowa z Agnieszką Holland - Polityka nr 6 (3097) 8.02 - 14.02.2017



poniedziałek, 13 lipca 2015

A jakie jest wasze zdanie?


Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Sportowy serwis plotkarski donosi, że pewien piłkarz-celebryta zrobił sobie zdjęcie ze strzelbą, podpisał je "czas na polowanie" i zamieścił na Instagramie. Fani mieli podzielić się na dwie grupy. Jedni wsparli swojego bohatera, inni byli oburzeni i pytali czy zabijanie zwierząt jest dla celebryty rozrywką.

Według serwisu, zdjęcie spotkało się z ostrą krytyką i w rezultacie piłkarz miał zdjąć je z internetu. Nie wiemy, czy rzeczywiście poluje. A jeśli jeszcze tego nie robił, być może do tego się przymierza. Z innych doniesień prasowych wiemy jednak, że ktoś na pewno zabija za niego. W diecie sportowca pojawiają się przecież zwierzęta, pardon, mięso. Niektóre z nich też zabito strzelbą. Dokładniej - pistoletem bolcowym. Albo bardziej tradycyjnie - nożem.

Samodzielne zabijanie wzbudza jednak więcej emocji. Od razu przed oczami stają sceny …. no właśnie, sceny zabijania,  które jako żywo nie chcą się nam wyświetlać, kiedy na stół wjeżdża „standardzik” np. schabowy z ziemniakami i kapustą. Dlatego wśród przeciwników myślistwa, znajdziemy sporo konsumentów zwierząt udomowionych (broń boże nie mylić z domowymi, no chyba że królik). Samodzielne zabijanie z broni palnej jest też wyzwaniem dla mężczyzn tak silnych, że bez problemu naciskają spust i, coraz częściej, dla kobiet, którym emancypacja kojarzy się z dorównywaniem mężczyznom w bezwzględności. Zdolność do zastrzelenia jelenia, dzika czy zająca bywa też przepustką do świata elit. Dasz bór, dasz znajomości, dasz władzę.

Na końcu sportowo-plotkarski serwis pyta: "A jakie jest wasze zdanie?" Ja też zapytam: a jakie ma być?:

(a) niech chłopak strzela do czujących istot, musi sobie jakoś wydatkować nadmiar energii, a rośliny niestety nie uciekają?
(b) niech zabija strzelbą, poćwiczy celność, przyda mu się w sporcie?
(c) niech zabija słabszych; bez tego nie będzie męski?

Plotkarski portal wbrew pozorom nie opisuje rzeczywistości bezstronnie. Strzelanie czy niestrzelanie do zwierząt to dla niego dwie równorzędne opcje. Pardon, ta pierwsza jest lepsza, bo może zwiększyć oglądalność. A skoro tak, to punkt wyjścia jest taki: mamy gdzieś zwierzęta.

Żeby się przekonać o tej tendencyjności, wyobraźcie sobie taką hipotetyczną sytuację: Sportowy serwis plotkarski donosi, że pewien sportowiec-celebryta zrobił na wakacjach w Tajlandii zdjęcie nagich dzieci, w kadrze umieścił swoją dłoń z opakowaniem prezerwatyw, podpisał je "czas na polowanie" i zamieścił na Instagramie. Następnie usunął fotografię, bo zebrał sporo negatywnych komentarzy. A serwis was pyta „Jakie jest wasze zdanie?”