Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dysonans poznawczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dysonans poznawczy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 26 października 2019

Gdyby rzeźnie miały szklane ściany, kim byliby widzowie?

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

„Gdyby rzeźnie miały ściany ze szkła, wszyscy bylibyśmy wegetarianami” Tak miał powiedzieć dawno temu wieloletni wegetarianin, słynny Paul McCartney. Stwierdzenie to znaczy mniej więcej tyle, że poznanie prawdy automatycznie pociąga za sobą zmianę zachowania. Czy aby na pewno? Zawsze kusi mnie, by rozebrać okrągłą frazę na części pierwsze. Mam więc i tutaj parę pytań. 

Po pierwsze, czy rzeźnie nie mają przypadkiem szklanych ścian już od dość dawna? Transparentność tej ponurej instytucji zapewniają przecież liczne filmiki łatwo dostępne na internecie, nakręcone w różnych krajach, stare i nowe, i ciągle powstające. Są też dostępne na ulicy, pokazywane przez aktywistów. Być może niektóre materiały są zmanipulowane, ale przecież jest ich tak wiele, że razem dają przynajmniej ogólne pojęcie jak wygląda zabijanie zwierząt. Można natknąć się na sceny z rzeźni także w pełnometrażowych, nieanonimowych filmach, dzięki czemu wiarygodność utrwalonych okropności wzrasta. Są też śledztwa prowadzone przez różne organizacje, które podpisują się pod udostępnionymi materiałami i wytaczają sprawy właścicielom konkretnych ubojni o łamanie przepisów dotyczących sposobu zabijania. Można też sięgnąć do raportów Najwyższej Izby Kontroli z kontroli ubojni. Jest więc sporo łatwo dostępnych źródeł, z których dowiemy się JAK to się odbywa. Żeby wiedzieć O SAMYM FAKCIE ZABIJANIA nikt oczywiście nie musi oglądać filmów ani czytać raportów. 

Po drugie, dlaczego dzięki szklanym ścianom rzeźni ludzie mieliby stać się wegetarianami? Mam przynajmniej dwie lepsze odpowiedzi, w zależności od tego, jaki aspekt rzeźni wzbudza nasz sprzeciw. 

Jeśli samo zabijanie nie robi na nas wrażenia, a opór wzbudził tylko sposób w jaki to się odbywa, moglibyśmy poprzeć „dobrą zmianę” w rzeźni. Podpisywalibyśmy różne petycje: za ukaraniem łamiących prawo pracowników ubojni; za zainstalowaniem CCTV we wszystkich rzeźniach; za zmianą sposobu zabijania np. z rażenia prądem na trucie dwutlenkiem węgla i za zakazem uboju rytualnego.  

Jeśli zaś szklane ściany pomogły nam dostrzec ubojnię jako taką (która wcześniej leżała poza sferą naszych zainteresowań) i jej związek z zabijaniem zwierząt, z którym w głębi serca nigdy się nie zgadzaliśmy (ale jakoś nie kojarzyliśmy faktów), to moglibyśmy stać się weganami. Widzielibyśmy bowiem, że trafiają tam nie tylko świnie i duże kurczaki, ale także krowy z dużymi wymionami i chude kury. Innymi słowy, po opadnięciu kurtyny zobaczylibyśmy, że do rzeźni jadą nie tylko transporty zwierząt hodowanych na mięso ale także tych, które hodowano dla mleka i jaj, lecz odesłano do rzeźni, gdy stały się niedochodowe. Przy  okazji rodzi się pytanie: dlaczego McCartney został wegetarianinem? 

Swoją drogą, logiczne byłoby, gdyby zwolennicy „dobrej zmiany” powstrzymali się od jedzenia mięsa, nabiału i jaj do momentu wywalczenia i wdrożenia reform, które ich zdaniem sprawią, że widok za szklanymi ścianami będzie do zaakceptowania. Jeśli zaś chodzi o przeciwnych zabijaniu zwierząt wegan, znam wielu, którzy wierzą, że reformy lub kontrole mogą coś zmienić, więc angażują się w ich realizację (ja tej wiary nie podzielam). 



Po trzecie, dlaczego mielibyśmy uważać, że poznanie prawdy wystarczy, żeby się zmienić? Prawda jest owszem rzeczą bardzo ważną, w zasadzie elementem niezbędnym do stania nogami twardo na ziemi. Jej antytezą jest często świat reklamy, gdzie zwierzęta radośnie oddają swoje ciała na mięso a szczęśliwe krowy dają nam mleko. Prawda jest niezbędna do podejmowania świadomych decyzji: musimy na przykład wiedzieć, czy rzeczywiście można bez uszczerbku na zdrowiu przejść na dietę roślinną (tak, jest to możliwe). Ale prawda nie wystarczy w obliczu potężnych sił jakie działają na nasz umysł zarówno od wewnątrz jak i od zewnątrz. Mam na myśli szczególnie dysonans poznawczy i konformizm, o których przystępnie piszą autorzy podręcznika „Psychologia społeczna” Elliot Aronson, Timothy D. Wilson i Robin M. Akert. 

Kluczowa w psychologii społecznej teoria dysonansu poznawczego opracowana przez Leona Festingera mówi, że lubimy, kiedy nasze poglądy i zachowanie są spójne, bo mamy wówczas pozytywny obraz własnej osoby, zaś kiedy zachowujemy się niezgodnie z naszymi poglądami odczuwamy dyskomfort (dysonans poznawczy) i cierpi na tym pozytywny obraz samego siebie. Podejmujemy wtedy działania, żeby zredukować ten nieprzyjemny dysonans. Możemy to zrobić na parę sposobów: (1) zmieniamy zachowanie, aby zgadzało się z poglądami, (2) usprawiedliwiamy zachowanie zmieniając w jakimś stopniu poglądy, (3) próbujemy usprawiedliwić zachowanie wymyślając nowe uzasadnienia. 

Dobrym przykładem jest palenie papierosów. Jeśli palę papierosy, uważam się za osobę rozsądną i zostałam skonfrontowana z informacją Ministerstwa Zdrowia, że palenie jest szkodliwe, zaczynam odczuwać dyskomfort, bo przecież fakt, że palę źle świadczy o poziomie mojego rozsądku. Zatem, by zredukować dysonans poznawczy, mogę (1) przestać palić, by móc nadal uważać, że postępuję rozsądnie, (2) podważyć posiadane informacje poprzez przywołanie przykładów osób, które paliły całe życie i nie zachorowały na raka płuc, (3) dodać zalety, które przewyższają ewentualne wady palenia, np. że jest przyjemne, relaksujące i służy umacnianiu relacji towarzyskich i pracowniczych. Jak widać, (niestety) nie muszę rzucić palenia, żeby nadal uważać się za osobę postępującą rozsądnie. 

Podobnie jest z jedzeniem mięsa, nabiału i jaj i uważaniem się za osobę kochającą/szanującą zwierzęta. Jest tak tym bardziej, że wokół jest wiele podobnych osób, które pomagają nam w realizowaniu punktów 2 i 3 (usprawiedliwianiu zachowania) i w zasadzie zniechęcają nas do brania pod uwagę punktu (1), czyli zmiany zachowania. Ale tu już dochodzę do następnej kwestii – konformizmu.

Konformizm, jak wyjaśniają autorzy podręcznika Psychologia społeczna, oznacza podporządkowanie się informacyjnemu lub normatywnemu wpływowi społecznemu. W pierwszym przypadku innych ludzi traktujemy jako źródło informacji w sytuacji dla nas niejasnej lub kryzysowej. To jak zachowują się inni staje się dla nas wskazówką jak mamy się zachować. Na przykład gdy w restauracji wszyscy jedzą nowe dla nas danie rękami, my również zabieramy się za nie bez sztućców. Gdy w budynku rozlega się alarm i wszyscy kierują się do korytarza na prawo, my nie zastanawiając się wiele biegniemy za nimi. Informacyjny wpływ społeczny może być przydatny, choć nie mamy gwarancji, że ludzie, których naśladujemy wiedzą więcej od nas. 

W drugim przypadku, innych ludzi traktujemy jako źródło norm i podporządkowujemy się tym normom, kiedy chcemy być akceptowani i lubiani i nie chcemy zostać wyśmiani czy wykluczeni. Publicznie zgadzamy się z tymi normami. Co ciekawe, i niepokojące, ludzie mają skłonność do takiego publicznego konformizmu nawet, kiedy grupa, do której się dostosowują wcale nie jest dla nich szczególnie ważna, i nawet gdy prywatnie nie akceptują danej opinii czy zachowania. Obawa przed byciem odmieńcem, narażeniem się na śmieszność okazuje się bardzo silnym motywatorem.

Skoro tak powszechny jest konformizm (dostosowanie się do większości) i redukcja dysonansu poznawczego (raczej zmiana poglądów niż zachowania), nie powinno dziwić, że w społeczeństwie, gdzie grubo ponad 90 procent społeczeństwa je mięso, nabiał i jaja (a więc produkty ściśle związane z funkcjonowaniem rzeźni) najbardziej prawdopodobnym zachowaniem jest … robienie tego, co większość. Nie z powodu okrucieństwa, sadyzmu, ale raczej z obawy przed ośmieszeniem, z niechęci do odstawania od grupy. Myślę też, że z obojętności, która nie wynika z braku empatii, lecz z faktu, że w temat szacunku i miłości do zwierząt jest społecznie ograniczony do zwierząt domowych i nie jest poruszany w kontekście zwierząt wykorzystywanych do produkcji mięsa, mleka, jaj czy skóry. Zatem jedzenie kotletów, jajecznicy i sera czy noszenie skórzanych butów po prostu nie kojarzy się ze stosunkiem do zwierząt, a nawet w ogóle ze zwierzętami.

Właśnie z powodu skłonności ludzi do konformizmu i w związku z teorią dysonansu poznawczego, hasło McCartneya wydaje się mało prawdopodobne. Hasło to jest też moim zdaniem nielogiczne, bo McCartney wybiera wegetarianizm, choć odpowiedni (w zależności od poglądów) byłby weganizm lub poparcie reformy metod zabijania. Takie hasła są nierealistyczne, dają złudną nadzieję i powodują dużo rozczarowania i żalu u wielu wegetarian i wegan, którzy nie mogą się pogodzić z faktem, że pokazanie prawdy nie spowodowało szybkiej zmiany u krewnych, przyjaciół i znajomych. Zresztą, kto nie żywił nigdy takiej nadziei? Równocześnie muszę zauważyć, że w zasadzie wegetarianie mogliby w pierwszym rzędzie być rozczarowani sami sobą - w końcu nie przestali jeść nabiału i jaj, choć poznali przykrą prawdę, że do rzeźni trafiają też krowy mleczne i kury nioski. Skoro jednak redukcja dysonansu poznawczego dotyka wszystkich, mogła dotknąć także wegetarian.

Podsumowując, nie ma nic zaskakującego w tym, że ludzie jedzący mięso dalej jedzą mięso i wegetarianie dalej jedzą nabiał i jaja. Znacznie bardziej interesujące są momenty przełomów, zmiany, w tym zmiany utrzymujące się nawet w obliczu trudności. Psycholodzy społeczni zastanawiają się nad tym, jak to się dzieje, że jednak dajemy radę uczyć się na błędach, pokonywać słabości, przełamywać silną przecież tendencję do samousprawiedliwień, krytycznie analizować swoje zachowanie, pokonywać lęk przed ośmieszeniem i wyciągać praktyczne wnioski. Badając konformizm i posłuszeństwo, psycholodzy zastanawiają się też nad warunkami, w których rosną szanse na przełamanie niekorzystnego naśladownictwa czy podporządkowania się. W tym więc kierunku powinny zmierzać zainteresowania tych, którzy chcą działać w zakresie zmiany osobistej lub społecznej, bo zaprzeczanie lub dziwienie się powszechnym zjawiskom czy rozczarowanie nimi jest chyba stratą czasu.

Czytaj dalej:
  • Stanowisko Academy of Nutrition and Dietetics nt diet wegetariańskich (w tym diety wegańskiej) (LINK)
  • Parę praktycznych porad jak szybko gotować roślinne posiłki - blog dietetyczki Iwony Kibil (LINK)
  • Psychologia społeczna, nowe wydanie rozszerzone i zaktualizowane, Elliot Aronson, Timothy D.Wilson, Robin M. Akert (LINK






wtorek, 1 maja 2018

Lodówka z kurczakiem i szafa bez futra

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Przeglądając ostatnio artykuły na temat ferm drobiarskich i futrzarskich, postanowiłam odpowiedzieć na pytanie czym różnią te dwa rodzaje ferm. Wyszło mi pięć punktów:

1. Większość obywateli i obywatelek regularnie je kurczaki i praktycznie nie nosi futra.

2. Większość nie widzi niczego niewłaściwego w eksploatacji kur i jednocześnie dostrzega, że z eksploatacją norek i lisów jest coś nie tak.

3. Większość nie postrzega kur jako czujące, myślące zwierzęta, które chcą żyć i unikać cierpienia. Ta sama większość znacznie chętniej pomyśli w ten sposób o norkach i lisach.

4. Większość jest chętna do podejmowania tematu ferm drobiarskich raczej w kontekście trucia środowiska i utrudniania życia lokalnej społeczności, jednak z pominięciem krzywdy tysięcy uwięzionych na fermach zwierząt. Raporty oddziaływania takich ferm na środowisko można przeczytać na wielu portalach, gdzie ekologia jest uznawana za istotny temat. Większość z nich pomija milczeniem fakt, że fermy te są miejscem systemowego i masowego krzywdzenia zwierząt. Ta sama większość zainteresowana wyłącznie nieekologicznością ferm drobiarskich jest skłonna, w przypadku ferm futrzarskich, obok ekologii poddać refleksji także cierpienie norek i lisów.

5. Większość nie szuka informacji, czy rzeczywiście trzeba jeść mięso (a także jaja czy nabiał). Gdy docierają do nich informacje, że możliwa jest dieta roślinna, nie podejmują tematu albo przytaczają argumenty, które według nich rozsądnie uzasadniają ich prawo do takiej konsumpcji. Ta sama większość bez większego trudu zgodzi się, że noszenie futra to zbytek i kaprys okupiony cierpieniem zwierząt.

Skąd takie różnice, skoro większość obywateli i obywatelek, nie tylko w dzieciństwie, przyznaje, że kocha zwierzęta?. Ok, najczęściej chodzi o zwierzęta, które mieszkają z nimi w domu i są traktowane jak członkowie rodziny. Ale nie tylko. Schroniska i organizacje zajmujące się adopcją zwierząt domowych także mogą liczyć na społeczne wsparcie. Większość bywa też dość często wrażliwa na los zwierząt należących do gatunków zagrożonych, wspierają działania zmierzające do ochrony gatunkowej, by zwierzęta takie mogły nadal żyć, rozmnażać się, mieć gdzie żyć. Większość (bez szału ale jednak), jest gotowa poprzeć zakaz ferm futrzarskich i cyrków ze zwierzętami. 

Skoro mówimy, że kochamy i faktycznie potrafimy kochać (przynajmniej niektóre) zwierzęta, a przez miłość mam na myśli nie tylko fascynację i przyjemność trzymania przy sobie, ale także gotowość do poświęcenia czasu, uwagi, pieniędzy, komfortu, czy np. wakacji na rzecz zwierząt, to odłóżmy na bok fakt, że równocześnie jemy mięso, nabiał i jaja (my – czyli ta społeczna większość) i spójrzmy jeszcze raz na powyższe różnice między fermami drobiarskimi i futrzarskimi, a w zasadzie na różnice naszego postrzegania tych jakże podobnych do siebie miejsc: 

1. To prawda, że większość obywateli i obywatelek je kury i nie nosi futer. Dlaczego? Kurze mięso jest tanim i łatwo dostępnym produktem, którym regularnie karmiona jest większość dzieci. Z takim doświadczeniem wchodzimy w kolejne lata naszego życia. Natomiast futrzane płaszcze są drogim produktem, noszonym od czasu do czasu, na którego zakup stać osoby dobrze zarabiające. 

2. W związku z punktem 1, większość jest przyzwyczajona do jedzenia kur (i nie tylko). Przyzwyczajenie sięgające dalej niż nasze pierwsze wspomnienia sprawia, że uznajemy to za oczywiste, naturalne, normalne i bezdyskusyjne. Jesteśmy oswojeni ze skojarzeniem kurczak – mięso. Nawet jako nastolatki mamy już doświadczenie powtarzania tego skojarzenia wiele tysięcy razy: podczas oglądania i kupowania kurzych piersi w sklepie czy kurzych udek w fast foodzie, podczas oglądania reklam, jedzenia, w trakcie patrzenia jak jedzą to inni, rozmawiania o przepisach na rumiane skrzydełka, czy podczas robienia kanapki z kurczakiem na drugie śniadanie. 

Wyszukiwanie obrazów w Google - hasło: KURCZAK


Skoro tak, to równie bezdyskusyjne staje się zaplecze naszego przyzwyczajenia – fermy drobiarskie. Nie może z nimi być coś „nie tak”, bo podważyłoby to bezdyskusyjność naszych przyzwyczajeń i skojarzeń. Z futrami zaś mamy mniejszą styczność (choć nie tak małą jak mogłoby się wydawać – w końcu sporo zimowych ubrań ma futrzane obszycia), dlatego – być może – łatwiej nam zgodzić się, że coś może być z tym nie tak.

3. W związku z punktem 1, choć zarówno kury jak i norki czy lisy są czującymi, zwierzętami, wolimy o regularnie jedzonych przez nas kurach myśleć przedmiotowo - jak o żywym mięsie, które prędzej czy później trafi na nasze talerze. Dzieje się tak nie dlatego, że jesteśmy sadystami. Wręcz przeciwnie, działa tu redukcja dysonansu poznawczego: sprowadzając czujące zwierzęta do kawałka mięsa redukujemy nasz dyskomfort wynikający z przekonania, że jesteśmy przeciwni krzywdzeniu innych. Taki zabieg jest niezbędny dla zachowania równowagi psychicznej w społeczeństwie, które równocześnie angażuje nas od najwcześniejszych lat naszego życia w eksploatację zwierząt, i które uczy, że mamy nie krzywdzić zwierząt. 

Kury, podobnie jak norki czy lisy, odbierają świat za pomocą zmysłów, przetwarzają docierające do nich informacje w mózgach, myślą, przeżywają emocje, są zdolne do odczuwania bólu i przyjemności. Eksploatacja i pozbawianie życia nie jest ani w interesie kur, ani norek czy lisów. Redukcja dysonansu poznawczego, która działa tak bardzo na niekorzyść kur (jak i wszystkich zwierząt, z których eksploatacji regularnie korzystamy), nie dotyka w takim stopniu norek i lisów tylko i wyłącznie dlatego, że większość z nas nie nosi futer. Ironia losu? Niesprawiedliwość? Z pewnością tak. Różnica w zdolności do myślenia, odczuwania między kurami a norkami i lisami? Z pewnością nie.

4. W związku z punktem 1, brak zapału do szukania informacji na temat diety roślinnej, jest u większości dość powszechny. Redukcja dysonansu poznawczego, o której pisałam powyżej, praktycznie załatwia nam sprawę. Skoro kurczak to kawałek mięsa, a kura i krowa to takie coś, co stoi za produkcją jajek i mleka, to w zasadzie nie interesują nas pytania: Czy musimy jeść mięso? Czy musimy jeść jaja i nabiał? Wystarczy, że możemy, bo kiedy myślimy, że kochamy zwierzęta, nasze skojarzenia ograniczają się do zwierząt domowych i zagrożonych gatunków, nie zaś do kur, krów czy świń, które tak naprawdę wyłączyliśmy w naszej wyobraźni z kategorii „zwierzęta”. 

Redukcja dysonansu poznawczego nie jest jedyną przyczyną, dzięki której akceptujemy masową eksploatację niektórych zwierząt. Dzieje się też tak dlatego, że działa presja kultury, której mocnym składnikiem jest szowinizm gatunkowy. Działa on wobec zwierząt tak jak rasizm wobec ludzi należących do historycznie i współcześnie dyskryminowanych grup „rasowych”, czy jak seksizm wobec historycznie i współcześnie dyskryminowanej płci – kobiet. 

Głównym założeniem szowinizmu gatunkowego jest przekonanie, że ludzie mogą nie brać poważnie nawet najistotniejszych interesów zwierząt (np. ich zdrowia i życia) tylko dlatego, że zwierzęta te nie są ludźmi. Praktycznym przejawem szowinizmu gatunkowego jest właśnie eksploatacja zwierząt. Im bardziej je eksploatujemy, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że jest to właściwe i bezdyskusyjne. Jeśli zaś nasza empatyczna natura podpowiada, że coś jest nie tak, mamy zawsze do dyspozycji redukcję dysonansu poznawczego i tysiące dotychczasowych przykładów z własnego życia, życia rodziny, edukacji szkolnej i reklamy, które wszystkie są przejawem tej właśnie szowinistycznej kultury. 

Dlatego fermy drobiarskie stanowią niekwestionowaną część szowinistycznego krajobrazu. Jedyną rzecz nad jaką będziemy się ewentualnie zastanawiać to ich wpływ na środowisko. Dlatego łatwym wyjątkiem mogą być tylko takie formy wykorzystywania, które są dla większości rzadkie – jak fermy futrzarskie obsługujące zdecydowaną mniejszość społeczeństwa. Dlatego nasz stosunek do zwierząt domowych zasadniczo wpisuje się w szowinizm gatunkowy (kiedy nie zważając na zdrowie zwierząt, tworzymy rasy, które mają sprostać naszym estetycznym zachciankom). Oczywiście adoptujemy też zwierzęta bezdomne i traktujemy jak członków rodziny – to jednak jest WYJĄTEK od reguły, którą jest szowinizm gatunkowy.  

Podobnie jak rasizm i seksizm, czy inne formy dyskryminacji ludzi, także szowinizm gatunkowy jest uprzedzeniem, które z jednej strony towarzyszy nam od zawsze, lecz z drugiej strony, z którego szkodliwości zaczynamy sobie coraz lepiej zdawać sprawę. Mówi się o tym otwarcie od lat 70. XX wieku (pojęcie „speciesism” ukuł angielski psycholog Richard Ryder). 



Praca nad własnymi uprzedzeniami nie jest łatwa, szczególnie jeśli występują one powszechnie w społeczeństwie i są wspierane przez wychowanie, edukację i kulturę. Wiemy to wszyscy w odniesieniu do ksenofobii (której odmianą jest rasizm) i seksizmu. Jest to szczególnie aktualne dziś, gdy współczesna polityka tak mocno uwikłana jest w populistyczne sianie strachu przed „obcymi”, że jesteśmy w stanie wyłączać zwykłą przyzwoitość i empatię wobec uchodźców, czyli ludzi, których życie i zdrowie jest zagrożone. Jest to także aktualne dziś, gdy akcja #MeToo pokazuje jak duża jest skala agresywnego, przemocowego seksizmu i jak seksizm każe wielu mężczyznom "płakać", że teraz „nie będzie już można niewinnie flirtować”. Jest to także aktualne w odniesieniu do szowinizmu gatunkowego. Zdamy sobie z tego sprawę wszyscy (lub większość z nas zdolna do zwykłej empatii), jeśli poddamy dyskusji to, co dotąd uznawaliśmy za normalne i bezdyskusyjne – naszą eksploatację zwierząt.

Weganizm, czyli sprzeciw wobec traktowania zwierząt jak zasoby, przedmioty, maszyny, sprzeciw wobec eksploatacji zwierząt i wprowadzenie go w życie poprzez odrzucenie jajek, nabiału, mięsa, skór, wełny (a nie tylko futer i cyrków ze zwierzętami) jest na wyciągnięcie każdej ręki, którą kieruje empatyczna głowa. Tak, będą sytuacje, w których będzie trudniej go realizować, ale jak każda walka ze szkodliwymi uprzedzeniami i przyzwyczajeniami, ten wysiłek jest wart poniesienia, dla lepszego, bardziej pokojowego, mniej brutalnego świata.

-------------------------- 
Czytaj dalej:
  • "Nakarmi, odmłodzi, uleczy, zdrowie zabezpieczy. Weganizm?" (LINK)
  • "Pieśń słowika, piersi z kury" (LINK)
  • "Uniwersalny zegar przemocy tyka" - o seksizmie (LINK)
  • O rasizmie (LINK)
  • Statystyki sprzeciwu wobec zwierzętom w cyrkach (55%) (LINK) i fermom futrzarskim (67%) (LINK)