Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kampanie jednotematyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kampanie jednotematyczne. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2018

Dlaczego nie poprę już kampanii przeciwko ubojowi rytualnemu

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl
 Sytuacja polityczna rzeczywiście jest zła, bo zakaz uboju rytualnego zostanie połączony z antysemityzmem, a nie o to obrońcom zwierząt chodzi. Chodzi tylko i wyłącznie o zapobieganie cierpieniu zwierząt. Większość uboju rytualnego w Polsce przeprowadzana jest na eksport. Idealnie by było, gdyby Izrael sam zakończył kupowanie mięsa z uboju koszernego z Polski.
Tak napisano na jednym z profili eko/zwierzęcym udostępniając wpis Adama Szostkiewicza z Tygodnika Polityka na temat planowanego przez partię rządzącą PIS zakazu uboju rytualnego. Szostkiewicz podjął ten temat w kontekście nowelizacji Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, która w międzynarodowym odbiorze została zinterpretowana jako groźba karania kogokolwiek, kto napisze, że Polacy lub Państwo Polskie mogli mieć jakiś udział w krzywdzeniu Żydów. 

Nie wiem, kiedy powstał facebookowy profil, na którym napisano powyższe słowa, ale osoba go animująca pisze tak, jakby urodziła się wczoraj. O łączeniu sprzeciwu wobec uboju rytualnego z antysemityzmem nie należy mówić jak o ewentualności, która może się zdarzyć w wyjątkowych okolicznościach. Te dwie rzeczy w Polsce zawsze szły w parze, a antysemityzm nigdy się w Polsce nie skończył, choć od ostatniego systemowego wybuchu antysemityzmu minęło 50 lat. Antysemityzm nie pozostawał też wyłącznie na poziomie złego słowa. Za złymi słowami szły także i czyny, na przykład pogromy (choć każdy przyzwoity człowiek chciałby, żeby Jedwabne nigdy się nie wydarzyło, to – jak się okazuje – „Jedwabnych” było wiele). Jeśli więc znajdzie się temat, którym można negatywnie Żydów wyróżnić, to na antysemickie hasła długo nie trzeba będzie czekać.

Działania przeciwko ubojowi rytualnemu nieodmiennie przyciągają i mobilizują antysemitów, podsycają antysemityzm, ujawniają nieuświadomiony antysemityzm (dobrzy my kontra źli oni) lub są antysemickie aluzyjnie (odniesienia do zarabiania pieniędzy), dosłownie lub nawet arogancko i nienawistnie. Nie jest to więc kwestia złej sytuacji politycznej, jak sugeruje eko/prozwierzęcy profil na Facebooku. Nie jest to wyjątek, który zdarza się w określonych okolicznościach. Powiązanie tych dwóch kwestii w Polsce to nieunikniona reguła. 

1. Jak przejawia się antysemityzm?
Antysemityzm w Polsce ma wiele odsłon. Pogarda, nienawiść, przemoc werbalna i fizyczna, przekonanie o wyższości Polaków nad Żydami, a więc różne formy dyskryminacji, pojawiają się zarówno na poziomie jednostkowym, jak i organizacyjnym, a nawet w polityce Państwa. Piszę w czasie teraźniejszym, bo choć Żydów dziś w Polsce niewielu to końca antysemityzmu nie widać.

W różnych czasach przyjmował i przyjmuje różne formy. W latach 30 XX wieku było to na przykład getto ławkowe - pod wpływem organizacji takich jak Młodzież Wszechpolska czy ONR rektorzy szeregu polskich wyższych uczelni wyznaczali w salach wykładowych ławki, w których musieli siedzieć studenci żydowskiego pochodzenia. W 1937 roku getto ławkowe doczekało się zgody polskiego Ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego! 

Filozof i etyk Mirosław Tryczyk w swojej książce „Miasta śmierci” opisuje 15 miejscowości na Podlasiu, gdzie w  latach 1941-43 Polacy dokonali pogromów na swoich żydowskich sąsiadach. Autor w wywiadzie dla Gazety Wyborczej przyznał, że przygotowując się do napisania książki w archiwach, IPN i czytelniach znalazł 128 takich miejsc.

Pisarz Mikołaj Grynberg w świeżo wydanej książce „Księga Wyjścia”, rozmawia z wieloma polskimi Żydami o antysemickiej nagonce 1968 roku i wygnaniu z kraju parunastu tysięcy obywateli i obywatelek polskich tylko dlatego, że byli Żydami. Ludzie ci, głównie pokolenie urodzone podczas II Wojny Światowej lub niedługo po niej, doświadczali antysemityzmu ze strony Polaków. Żydowskie dzieci były wyzywane lub bite przez rówieśników, obraźliwe napisy pojawiały się na murach domów, gdzie mieszkali Żydzi, a wraz z rządową nagonką 1968 roku antysemityzm uniemożliwiał dostanie się na studia, powodował utratę pracy, ostracyzm społeczny. Najwyraźniej trauma ocalonych z Holokaustu, których rodziny zostały zdziesiątkowane przez nazistowskie Niemcy, nie zdołała wzbudzić w wielu Polakach współczucia lub choćby zwykłej przyzwoitości. Różnie potoczyły się losy wypędzonych i pozbawionych obywatelstwa. Jednym życie ułożyło się lepiej, innym gorzej. Dla wielu była to dotkliwie odczuwana krzywda i niesprawiedliwość, pozbawienie domu, skazanie na wiele lat poszukiwania nowego miejsca, gdzie mogliby poczuć się znowu „u siebie”. 

Bycie Żydem jest wciąż w podtekście rozumiane jako coś złego, czego ludzie mają się wstydzić. Stąd „wytykanie” osobom publicznym żydowskiego pochodzenia, tak jakby miało to oznaczać skazę, która ujawniona rzuci cień na człowieka i inni zobaczą, że nie jest on tak „w porządku” jak wcześniej się wydawało. Zapomina się przy tym, że wielu Żydów zmieniało nazwiska nie dlatego, że mieli coś do zarzucenia swojemu pochodzeniu, ale z lęku przed prześladowaniem i dyskryminacją. I nie były to lęki urojone. Wielu rozmówców Mikołaja Grynberga wspomina z jaką niechęcią i agresją spotykali się w polskiej szkole, gdy tylko głośno wymówili żydowskie imiona swoich rodziców.

Dziś Młodzież Wszechpolska i ONR mają się nad wyraz dobrze. 11 listopada 2017 roku, odbył się kolejny Marsz Niepodległości, którego organizatorem od 2011 roku jest Stowarzyszenie Marsz Niepodległości skupiające członków Młodzież Wszechpolska i Obozu Narodowo-Radykalnego. Jednym z powtarzających się symboli był krzyż celtycki wykorzystywany przez rasistów i neofaszystów jako symbol rzekomej wyższości białej rasy. Krzyż ten pojawił się nie tylko na flagach niesionych przez poszczególnych uczestników marszu. Znak łączący krzyż celtycki z orłem miała na czapkach straż marszu! Niesiono duże transparenty z rasistowskimi napisami np. Europa będzie biała albo bezludna". Organizatorzy zaprosili na marsz przedstawicieli jawnie neofaszystowskich organizacji z innych krajów. Art. 256 Kodeksu karnego penalizuje nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych czy ze względu na bezwyznaniowość. Niemniej, Telewizja Polska w przyjaznym tonie emitowała transmisję z marszu, a policja nie zareagowała ani na rasistowskie symbole, ani na hasła.  

Według ostatniej nowelizacji  Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej: „Kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie (…) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Jak komentuje Adam Leszczyński z oko.press, choć działalność naukowa i artystyczna nie jest przestępstwem w rozumieniu tej ustawy, "to prokurator będzie decydował co jest nauką, a co publicystyką. Za tą drugą można pójść na 3 lata do więzienia. Badacze Holokaustu jednoznacznie uznają, że ustawa ta będzie miała efekt mrożący” – czyli zniechęcający do prowadzenia badań na temat zachowań Polaków wobec żydowskich sąsiadów podczas II Wojny Światowej.

2. Jak przejawia się antysemityzm w kampanii przeciwko ubojowi rytualnemu?
Podczas konferencji prasowych, które odbyły się pod koniec 2012 i na początku 2013 roku pod egidą opozycyjnego Ruchu Palikota, usłyszeliśmy narrację, w której dokonano podziału na „bestialskie”, „niehumanitarne” zabijanie - ubój rytualny i (domyślnie) „ludzkie”, „humanitarne” zabijanie – każdy inny ubój stosowany w Polsce. Malarka i pisarka Hanna Bakuła, która chyba ze względu na dosadność używanego języka wzięła udział w tej konferencji stwierdziła, że to wstyd, że w Polsce dzieją się takie rzeczy, bo jesteśmy „krajem w środku Europy”, a nie „prymitywnym ludem”. Podsumowując konferencję Robert Biedroń powiedział, że w badaniach opinii publicznej Polacy są w zdecydowanej większości przeciwni ubojowi rytualnemu, w Europie Polacy opiekują się największą ilością zwierząt. Dodał też: „my mamy naprawdę olbrzymie serce jeżeli chodzi o zwierzęta, dlatego – zaapelował – zróbmy wszystko, aby ograniczyć ten niemoralny, bestialski, niehumanitarny proceder, który odbywa się na naszych oczach w Polsce.” W kampanii przewijało się odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „cywilizowany”, którym określano standardowy ubój nierytualny. 

Ci źli oni kontra ci dobrzy my
Żeby zobaczyć co się tu tak naprawdę dzieje, trzeba przez chwilę odwrócić uwagę od brutalnych zdjęć i filmów, którymi epatuje ta kampania. Zamiast tego, trzeba skupić się na faktycznych implikacjach narracji jaką nam się proponuje. Otóż wyłania się z niej świat pęknięty na dwie części – sugeruje się nam, że po jednej stronie mamy niehumanitarne traktowanie zwierząt, które jest wręcz bestialstwem i może być uprawiane tylko przez niecywilizowane „prymitywne ludy”, zaś po drugiej stronie mamy humanitarne, ludzkie traktowanie zwierząt przez cywilizowany, kochający zwierzęta naród. Tak się składa, że zgodnie z narracją tej kampanii ci pierwsi to Żydzi i ewentualnie mała grupa chciwych Polaków, ci drudzy to po prostu Polacy, którzy - umówmy się, że w tej opowieści – raczej Żydami równocześnie być nie mogą. Trudno nie odnieść wrażenia, że sugeruje się nam, że jedni są źli, a drudzy dobrzy, jedni krwiożerczy, a drudzy gołębiego serca. Tak właśnie tworzy się stereotypową, dyskryminującą narrację. Tak, między innymi, wygląda antysemityzm.

Ubój rytualny, nierytualny ubój bez ogłuszenia, ubój prawdopodobnie z ogłuszeniem, choć niekoniecznie
Dlaczego ta spolaryzowana narracja jest całkowicie nieprawdziwa? Nie dlatego, że ubój rytualny jest czymś dobrym, ale dlatego, że po drugiej stronie lustra nie czeka na zwierzęta nic dobrego. Czy każdy inny niż rytualny ubój w Polsce musi być z ogłuszeniem? Nie. W uboju domowym nie ma nakazu ogłuszania zwierząt niekopytnych, takich jak ptaki, króliki, czy ryby. Czy ubój, w którym prawo wymaga ogłuszenia, zawsze odbywa się z ogłuszeniem? Śmiem wątpić. Dlaczego? Po pierwsze, ubój to zjawisko masowe. Dotyczy ponad 800 milionów zwierząt lądowych rocznie, które niekoniecznie spokojnym i zrównoważonym krokiem podstawiają głowę do ogłuszenia. Odbywa się z użyciem ogromnej ilości sprzętu, z którego jakością, działaniem i naprawianiem bywa różnie. Po drugie, bierze w nim udział duża grupa ludzi, od których praca ta wymaga przemocy i braku wrażliwości – jak w związku z tym mieliby wykonywać ubój ostrożnie i z wyczuciem? Myślę, że rozsądnie jest domniemywać, że nierzadko zwierzęta dodatkowo padają ofiarą ich frustracji i agresji. 

Kim są dla nas zwierzęta, których dotyczy/dotyka ubój?
Każdy wie jak wygląda życie psów w schroniskach – a pies rzekomo jest uznawany w Polsce za przyjaciela człowieka. Z różnych względów, w tym także systemowych, finansowych czy traktowania schroniska jako kolejnego biznesu, dochodzi w schroniskach do zaniedbań, a nawet do okrucieństwa. Jaką pozycję, w przeciwieństwie do psów, mają w Polsce krowy, świnie czy kury? W zasadzie są traktowane jak wciąż żywe mięso czekające na ubój i konsumpcję. Jest nawet na to branżowe słowo – żywiec rzeźny. Skąd więc pomysł, że skoro nawet przyjaciele człowieka mają smutne życie w schroniskach to nagle rzeźnie mają okazać się dla krów, świń i kur oazą humanitaryzmu za sprawą nakazu ogłuszenia ich przed zabiciem? 

Gdzie odbywa się ubój?
Co więcej, ubój odbywa się w zamkniętych ubojniach, nie na otwartych placach. Nawet jeśli ubój jest powszechnie dostępny kochającym zwierzęta Polakom, jak ma to miejsce w sklepach przed katolickimi (oops) Świętami Bożego Narodzenia, to większość z osób odwiedzających markety miała niejedną okazję zobaczyć jak to wygląda. Niezorientowanym podpowiem, że odbywa się z naruszeniem prawnie wymaganych standardów dotyczących przetrzymywania i sprzedaży karpi, skutkując ogromnym cierpieniem milionów zwierząt. I co? I pstro. Mimo tego, że dzieje się praktycznie na oczach wszystkich, proceder trwa w najlepsze i jakiekolwiek ewentualnie wymierzone kary nawet nie musną ogromnych zysków uzyskiwanych z takiej sprzedaży, która „oszczędnościowe” sposoby przetrzymywania ryb łączy z postawą „nasz klient, nasz pan” – jak chce żywego karpia w reklamówce to go dostanie (i zabije dokładnie tak jak będzie miał na to ochotę już w domu). 

Co przed ubojem?
Ja tu tylko o uboju, a przecież trzeba się cofnąć w etapach produkcji i zobaczyć transport z ferm do rzeźni, a wcześniej życie zwierząt na fermach, wszystkie praktyki zwiększające wydajność kosztem cierpienia zwierząt, które realizuje się wobec krów „mlecznych’, kur „niosek”, „tuczników”, „brojlerów”, itp. 

Utknęliśmy na pytaniu "JAK krzywdzić zwierzęta?"
Ja tu o produkcji jaj, mleka i mięsa, jakby to były niezbędne produkty i jakbyśmy byli postawieni wyłącznie przed wyborem JAK zrobić krzywdę zwierzętom, żebyśmy mogli przetrwać, a tu przecież od wielu lat wiadomo, że można żyć zdrowo na diecie roślinnej. Nie potrzebujemy tego całego zaplecza cierpienia i rzeźni, żeby zaspokajać nasze zapotrzebowanie na składniki odżywcze, jeść to czego nam potrzeba i robić z tego naprawdę fajną, sycącą i smaczną kuchnię. 

Humanitaryzm – czyli jak robić krzywdę bez wyrzutów sumienia
O jakim humanitaryzmie mówią więc ci, którzy uczepili się ogłuszenia jako dowodu na humanitaryzm? O jakim humanitarnym traktowaniu można mówić w momencie, gdy robi się zwierzęciu niezasłużoną i niepotrzebną krzywdę? O jakim humanitaryzmie można mówić w sytuacji, gdy wspiera się system, który powołuje na świat kolejne i kolejne miliony zwierząt tylko po to, żeby je wykorzystać dla mleka i jaj a następnie zabić lub, żeby je utuczyć i zabić na mięso, podczas gdy mleko, jaja i mięso to produkty zbędne? O jakim osiągnięciu cywilizacyjnym można mówić, gdy z taką łatwością i nonszalancją uspokajamy własne sumienie w obliczu krzywdy i przemocy jaką zadajemy na tak olbrzymią skalę?

Narracja stwarzająca sztuczny podział na „humanitarny” ubój z ogłuszeniem i „bestialski” ubój rytualny jest co najmniej dowodem na ignorancję, jeśli nie na głębokie zakłamanie. To, że jest tak głęboko nieprawdziwa, czyni ją jeszcze bardziej antysemicką. 

Religia i pieniądze, czyli stereotyp Żyda
Dodatkowo, w trakcie kampanii sformułowano dwa wzajemnie nawiązujące do siebie zarzuty. Po pierwsze, za oburzające uznano, że religia ma być ważniejsza od dobra zwierząt. Po drugie, powtarzano wielokrotnie, że w ubój rytualny to tak naprawdę dobry biznes. Religia, którą tutaj miano na myśli, to przede wszystkim judaizm, choć teoretycznie dotyczy to także islamu. Zarzuty religia + pieniądze nawiązują do siebie dlatego, że w polski stereotyp Żyda mocno wpisany jest judaizm (najlepiej ortodoksyjny), chciwość i koncentracja na zarabianiu pieniędzy. Choć popyt na mięso z uboju rytualnego wychodzi od praktykujących Żydów i muzułmanów, a podaż ma być zapewniana od polskich (czytaj nieżydowskich) przedsiębiorców, to wydaje mi się, że dorzucenie do dyskusji tematu pieniędzy, chciwości i pazerności na pieniądze musi być związane z podsycaniem stereotypu, być może na takiej zasadzie, że ściśle współpracujący z Żydami polscy przedsiębiorcy sami nabierają podobnych do stereotypu Żyda cech. 

Dlaczego tak myślę? Z prostego powodu – KAŻDA produkcja jakiegokolwiek produktu odzwierzęcego – mięsa, mleka, jaj, skóry, wełny czy futra – to dla producentów biznes i zarabianie pieniędzy. Nie robią tego dla przyjemności, chwały ani z powołania. Dlaczego więc nagle w przypadku uboju rytualnego formułuje się i często powtarza zarzut o chęć zarabiania pieniędzy? Ponadto, KAŻDA religia monoteistyczna, nie tylko judaizm i islam ale i chrześcijaństwo, w swoim głównym nurcie podtrzymuje hierarchię, w której człowiek ma prawo eksploatować zwierzęta niezależnie od tego, czy jest to konieczność czy po prostu ludzka wola. Dlatego dla każdej z tych religii nieistotne są dowody naukowe potwierdzające możliwość zaspokajania ludzkich potrzeb (w szczególności jedzenia) za pomocą produktów wyłącznie roślinnych. Stowarzyszenia dietetyków mogą sobie wydawać stanowiska popierające dietę roślinną, a papież, księża, rabini i imamowie nie muszą się tym w ogóle interesować. Co więcej, każda religia wytwarza swoje rytuały lub przetwarza na swoje potrzeby już istniejące tradycje, np. tradycyjne dania z produktów odzwierzęcych. W okolicy ważnych dla danej religii świąt pojawia się wzmożony popyt a to na jajka, a to na karpie, a to na jagnięcinę (podaję przykłady z bardziej znanego mi, katolickiego, kręgu kulturowego), a co za tym idzie, wzmaga się intensywność podaży, za którą stoi cierpienie zwierząt i pozbawianie ich życia (tak, kury nioski też trafiają do rzeźni). Nie ma więc szczególnego związku między judaizmem a cierpieniem zwierząt czy okrucieństwem wobec nich. Dlaczego więc nagle w przypadku uboju rytualnego formułuje się zarzut, że religia staje się ważniejsza od dobra zwierząt? 



 3. „Obrońcy zwierząt” skupiający się wokół tematu uboju rytualnego to różnorodna grupa, nie tylko pod względem stosunku do Żydów, ale też stosunku do zwierząt:
  • Niektórzy aktywiści twierdzą, że są przeciwni cierpieniu zwierząt i proponują równocześnie rozwiązanie polegające na tym, że Izrael zrezygnuje z kupowania mięsa z uboju rytualnego z Polski. Czy zapobiegnie się cierpieniu jeśli Izrael zacznie kupować takie mięso z innego kraju?
  • Są aktywiści, którzy deklarują sprzeciw wobec uboju rytualnego ze względu na niepotrzebne cierpienie zwierząt, a równocześnie w swojej działalności nigdy nie sprzeciwiali się „zwykłej” (nierytualnej) eksploatacji zwierząt na mięso, mleko czy jaja. Przecież powinni wiedzieć, że takie produkty nie są ludziom potrzebne do życia i zdrowia, więc całe cierpienie związane z ich produkcją też jest niepotrzebne.
  • Są i tacy aktywiści, którzy próbują udowodnić, że ubój rytualny to taka forma zadawania cierpienia zwierzętom, która nie jest godna „cywilizowanego” kraju (cokolwiek to znaczy). Ciekawa jestem jakie kryteria cywilizacji stosują? Najwyraźniej dość arbitralne. Dlaczego na miano cywilizowanej eksploatacji miałyby zasługiwać takie praktyki jak głodzenie zwierząt, by wymusić kolejny cykl eksploatacji („przepierzanie” u kur w produkcji jaj), trzymanie w bezruchu przez całe tygodnie zwierząt po to, by były de facto żywymi maszynami do odkarmiania młodych (kojce porodowe w produkcji wieprzowiny), itp. – to tylko pierwsze z brzegu przykłady? Dlaczego lubimy mówić, że miarą cywilizacji jest sposób w jaki traktujemy zwierzęta, po czym traktujemy zwierzęta jak rzeczy lub maszyny?
  • Są też „pragmatyczni” aktywiści, którzy z jednej strony są weganami, a z drugiej strony postanawiają brać udział w takich kampaniach i zostawiać swój weganizm „w domu”, spychając go do roli prywatnej preferencji, w celu załatwienia bieżącej sprawy. Zastanawiam się czasem dokąd dojdziemy, jeśli weganizm będzie regularnie spychany do takiej właśnie roli, zamiast stawać się kwestią równie publiczną co feminizm czy sprzeciw wobec rasizmowi i inne działania na rzecz praw człowieka.

 4. Dlaczego antysemityzm jest nieuchronnie związany z kampanią przeciwko ubojowi rytualnemu w Polsce?
Po pierwsze, tak jak pisałam wcześniej, antysemityzm nigdy w Polsce nie umarł. Dlatego jeśli znajdzie się negatywny temat, który dotyczy stricte Żydów, szybko znajdą się ludzie, dla których będzie to doskonały pretekst, żeby wyrazić swój antysemityzm. Ci sami ludzie nie ruszyliby palcem, gdyby ten temat Żydów nie dotyczył, lub sprzeciwialiby się mu bez wyrażania ksenofobii. Tak jest choćby w przypadku kampanii przeciwko produkcji stłuszczonych wątrób kaczych i gęsich. Francuska specjalność, która jeśli znajduje krytyków, to nie wzbudza równocześnie frankofobii.

Po drugie, kampania przeciwko ubojowi rytualnemu jest kampanią, która rozgrywa się według schematu dla kampanii jednotematycznej opisanego przez amerykańskiego prawnika i filozofa Gary’ego Francione’a, autora abolicjonistycznego podejścia do praw zwierząt. Francione w działaniach prozwierzęcych wyróżnia tzw. kampanie jednotematyczne, których celem jest załatwienie jednej sprawy: zmiana prawa zakazująca jakiejś praktyki stosowanej w eksploatacji zwierząt np. przycinania dziobów świeżo wyklutym kurkom w produkcji jaj, wyrywania kłów bez znieczulenia prosiętom w produkcji wieprzowiny, itp. lub zmiana prawa, która w praktyce ma doprowadzić do lokalnego zlikwidowania jakiejś branży, np. ferm futrzarskich czy cyrków ze zwierzętami. Kampania przeciwko ubojowi rytualnemu jest jedną z takich kampanii jednotematycznych – chodzi tu zakaz praktyki polegającej na uboju bez ogłuszania. 

Francione, propagujący prawa zwierząt i weganizm jest przeciwny kampaniom jednotematycznym (między innymi) właśnie dlatego, że praktycznie zawsze odbywają się według schematu, który wyróżnia wybrany do kampanii temat jednocześnie spychając w niebyt inne tematy, lub wręcz sugerując, że praktyka będąca przedmiotem kampanii to samo zło, podczas gdy inne praktyki (krzywdzenia) wobec zwierząt są w porządku. Jak to się dzieje? Francione wyjaśnia, że dzieje się to za sprawą praktycznej organizacji kampanii, która dla rozkręcenia się i działania potrzebuje zawiązania się koalicji osób i podmiotów. 

Jak wskazałam już wyżej, osoby, a więc także i podmioty, tworzące koalicję działającą na rzecz zakazu uboju rytualnego to grupa o bardzo różnych poglądach na temat zwierząt i ich eksploatacji. W żadnym wypadku nie charakteryzuje ich wspólny sprzeciw przeciwko eksploatacji zwierząt jako takiej. Przeciwnie, szereg osób eksploatację zwierząt akceptuje ją i z niej korzysta jedząc mięso, nabiał i jaja, nosząc skórę, wełnę czy (rzadziej) futra, a nawet czasem na niej zarabia (głośna przeciwniczka uboju rytualnego ma restaurację, w której sprzedaje dania z mięsa, nabiału i jaj). 

Koalicja polega jednak na tym, że musi działać razem. Skoro podejście do zwierząt i ich eksploatacji jest wśród koalicjantów tak różne, to ostatecznie wspólny mianownik jest najmniejszy z możliwych – jest nim temat kampanii. Wszyscy razem są przeciwni tylko jednej praktyce – ubojowi rytualnemu. Koalicjanci akceptujący inne formy eksploatacji nie tylko nie doznają żadnej krytyki ze strony stanowiących część koalicji pragmatycznych wegan, którzy schowali swój weganizm do kieszeni. Koalicjanci akceptujący inne niż ubój rytualny praktyki eksploatacji zwierząt włączają je w retorykę kampanii. Przeciwstawiają je ubojowi rytualnemu. Dlatego słyszymy, że ubój rytualny jest „bestialski”, a ubój z ogłuszeniem jest „humanitarny”, znaczy w porządku. Dlatego nie usłyszymy żadnej krytyki uboju z ogłuszeniem. Dlatego nie dowiemy się, że generalnie z eksploatacją zwierząt jest coś nie tak. Po prostu nie możemy tego usłyszeć od takiej koalicji.



Weganie, którzy z jakichś względów postanawiają dołączyć do kampanii nie chowając weganizmu do kieszeni, lecz mówiąc, że ubój rytualny jest tylko jedną ze złych rzeczy, które dzieją się, gdy jest zgoda na eksploatację zwierząt, stanowią nieistotny dla tej kampanii margines. Nie mogą stać się istotnym głosem, bo zagroziliby koalicji obrażając koalicjantów.

Zgadzam się z diagnozą Francione’a. Zbyt wiele lat działam w temacie praw zwierząt, zbyt wiele widziałam, by nie zgadzać się z jego konkluzjami. Byłam częścią tego marginesu, który próbował nadać inny ton działaniom paru kampanii jednotematycznych, w niewielkim zakresie również w temacie uboju rytualnego. 

Wiem, że sam fakt uczestnictwa w kampanii przeciwko ubojowi rytualnemu nie jest równoznaczny z byciem antysemitą. Niemniej, znając polskie realia, raz za razem wychodzący na światło dzienne antysemityzm i dynamikę kampanii jednotematycznych opisywaną przez Gary’ego Francione’a, nie mam już dziś żadnych złudzeń, że taka kampania, nie dość że nie służy zwierzętom, to przyciąga, podsyca, a nawet generuje antysemityzm. Dlatego odradzam branie w niej udziału.

----------------
Czytaj dalej:
  • Wywiad z Mirosławem Tryczykiem na temat książki „Miasta śmierci” (LINK)
  • O nowelizacji Ustawy o IPN (LINK)
  • O hasłach i symbolach na Marszu Niepodległości (LINK)
  • Konferencje prasowe w Sejmie (LINK, LINK)
  • Stanowisko Academy of Nutrition and Dietetics (dawniej American Dietetic Association) na temat diet wegetariańskich (w tym diety wegańskiej) (LINK)
  • List otwarty przeciwko planowanej na 14 kwietnia 2018 roku V Pielgrzymce Środowisk Narodowych na Jasną Górę, organizowanej przez Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy (LINK)




niedziela, 21 lutego 2016

Futro z norek - nie, cyrk ze zwierzętami - tak. O hermetyczności kampanii jednotematycznych

Od 1.01.2020 zapraszam na moją nową stronę Slowasawazne.pl

Kampanie jednotematyczne

Wśród organizacji zajmujących się tematem zwierząt, kampanie jednotematyczne zajmują dość ważne miejsce. Tak zwane single issue campaigns (czyli SICs), to mniej lub bardziej rozbudowane działania, mniej lub bardziej rozciągnięte w czasie, których celem jest najczęściej lokalna zmiana prawa.  Zmiana prawa może dotyczyć zmiany formy wykorzystywania zwierząt (np. większe klatki) albo zakazu danej formy wykorzystywania zwierząt (np. zakaz cyrku ze zwierzętami). 

W Polsce najbardziej znane kampanie tego typu to cyrk bez zwierząt (której celem jest zakaz występów zwierząt w cyrkach w Polsce), Dzień bez futra/antyfutro (której celem jest wprowadzenie krajowego zakazu ferm futrzarskich) czy Zerwijmy łańcuchy (której celem jest zakaz trzymania psów na łańcuchach). Gama działań w ramach kampanii jest szeroka, od informowania, edukowania i przekonywania obywateli i obywatelek, poprzez współpracę z mediami aż do kontaktów z parlamentarzystami mających na celu wprowadzenie nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt, tak aby pojawiła się w niej pożądana zmiana czy zakaz. 

Są też kampanie wychodzące poza granice państwowe.  Na poziomie Unii Europejskiej prowadzono kampanię przeciwko klatkom bateryjnym (której celem była zmiana na nieco większe klatki dla kur znoszących jaja). W wielu krajach, w tym w Polsce, prowadzono kampanię Stop rzezi fok w Kanadzie, której celem było nakłonienie rządu Kanady do wprowadzenia krajowego zakazu polowań na foki.   

Czas
Kampanie są zazwyczaj bardzo rozciągnięte w czasie. Nawet najprostsza wydawałoby się kampania jaką jest cyrk bez zwierząt, trwa od ponad 25 lat. Dopiero teraz wydaje się nabierać rozpędu, kiedy kolejni burmistrzowie, idąc w ślad za prezydentem Słupska Robertem Biedroniem, podpisują rozporządzenia zakazujące wynajmowania terenów gminnych cyrkom ze zwierzętami. Sezon wiosenno-letni pokaże jednak czy  terenów gminnych jest wystarczająco dużo, by zniechęcić cyrki do poszukiwania terenów prywatnych, na których mogłyby stanąć.  Kampania wydawałaby się prosta choćby z dwóch względów: po pierwsze nie trudno jest dowieść, że tresowane zwierzęta zaspokajają raczej trywialne zachcianki niż poważne potrzeby; po drugie z tego biznesu żyje relatywnie bardzo mała grupa ludzi i nie stanowi on ważnej gałęzi gospodarki i silnej grupy nacisku, tak jak branża jajczarska czy futrzarska. A jednak okazuje się, że nawet taki temat nie jest łatwy do przeprowadzenia. Zarządzenia miejskich władz mogą nie wystarczyć  i dopiero wprowadzenie zakazu na terenie całego kraju uniemożliwi prowadzenie tego typu biznesu w Polsce. Czas pokaże, kiedy uda się to zrobić. 

Wracając do tematu wszystkich kampanii ogółem, do czasu upływającego między rozpoczęciem kampanii a przegłosowaniem danej zmiany w Parlamencie należy doliczyć czas na wejście w życie nowego prawa. Dyrektywa unijna zakazująca klatek bateryjnych została przegłosowana w 1999 roku, a nakazywała wejście w życie zakazu w 2012 roku. Natomiast wejście w życie prawa nie musi wcale znaczyć zastosowania się do niego. W styczniu 2012 roku 15 krajów członkowskich, w tym Wielka Brytania i Polska, zgłosiły unijnemu Stałemu Komitetowi ds. Łańcucha Żywnościowego i Zdrowia Zwierząt, że na ich terenie wciąż działali producenci, którzy nie dostosowali się do wymogów dyrektywy. [1] A przecież mieli na to 13 lat.

Ograniczony zakres

Większość kampanii jednotematycznych ma dość ograniczony zakres. Już na samym początku zostaje on w taki sposób określony, a z biegiem czasu zdarza się, że ulega dalszemu ograniczeniu. 

Tresura dzikich zwierząt
Kampania cyrk bez zwierząt dotyczy tylko cyrków, nie innych form tresury zwierząt, np. w tresury psów myśliwskich do atakowania zwierząt leśnych czy tresury delfinów do komercyjnych pokazów w stacjonarnych delfinariach. Z biegiem czasu, część zwolenników cyrku bez zwierząt, daje się przekonać do walki o cyrk bez zwierząt dzikich jako etap na drodze do zakazu cyrku ze zwierzętami w ogóle. Zwolennicy zakazu ferm futrzarskich od samego początku zajmują się fermami, na których hodowane są zwierzęta dzikie – przede wszystkim norki, lisy i jenoty, praktycznie wykluczając z tematu króliki. Z biegiem czasu niektórzy zmieniają kampanię postulując zakaz tylko ferm z lisami i jenotami.

Polowania komercyjne
Kampania przeciwko polowaniom na foki od początku obrała sobie za cel tylko Kanadę (tam zabija się najwięcej fok, ale nie jest to jedyny kraj, gdzie takie polowania mają miejsce). Należy jeszcze zwrócić uwagę, a może należałoby to zrobić na początku, że kampania ta wyróżnia polowanie na foki spośród dziesiątków, jeśli nie setek rodzajów polowań na zwierzęta wielu innych gatunków. Z biegiem czasu w Unii Europejskiej kampania przyjęła inny obrót – ograniczono się do polowań komercyjnych i wprowadzono zakaz importu produktów z takich właśnie polowań.

Klatki 550cm2

Kampania przeciwko klatkom bateryjnym, często mylnie brana za kampanię przeciwko klatkom w ogóle, miała na celu poszerzenie drastycznie małej powierzchni, na której wegetowały kury znoszące jaja niezapłodnione przeznaczone do konsumpcji (w przeciwieństwie do jaj zapłodnionych przeznaczonych do „produkcji” kolejnych kur czy kurczaków). Tu ograniczenie było podobne jak w przypadku fok. Z założenia kampania dotyczyła tylko kur, choć trzymanie w małych klatkach dotyczy też innych rodzajów chowu, choćby królików na mięso i futra czy norek i lisów na futra. 

Wracając do powierzchni, na której wolno było trzymać kury, wynosiła ona 550cm2, czyli okolicę kartki A4. Cykl eksploatacji takiego zwierzęcia trwa 1-2 lat. W tym czasie zwierzę jest przetrzymywane w klatce i nigdy nie wypuszczane. Następnie grupa wycieńczonych ptaków, tzn. tych, które jeszcze nie umarły, zostaje odtransportowana do rzeźni.  Rozpisałam się, ale jest o czym, prawda? Zwolennicy kampanii ostatecznie przystali na zwiększenie tej powierzchni do 750cm2. Podpowiem, że kartka A4 ma 630cm2. Niewielka to była zmiana, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że zwierzęta są zamknięte tam nie przez dzień czy tydzień ale rok lub dwa lata. 

Czasem trzeba zmienić gatunek na bardziej znajomy, by uzmysłowić co znaczy dana sytuacja dla zwierząt gatunku znanego bardzo słabo. Wyobraźmy więc sobie, że radujemy się na wieść, że koty trzymane w małych transporterach przez rok lub dwa dla sierści, z której będą piękne swetry, zostają przeniesione do odrobinę większych transporterów, gdzie mogą wyciągnąć jedną łapę i umyć sobie nią twarz i uszy i pozostaną tam przez rok czy dwa bez wypuszczania a następnie zostaną odwiezione do rzeźni (wyobraźmy sobie też, że są rzeźnie dla kotów). Radością to nas nie napawa, prawda? 

A zmiana klatek 550 na 750cm2 i dołożenie do tego żerdki i gniazda była opisywana samymi superlatywami, jako postęp, zwycięstwo. Mówiono o zakazie klatek bateryjnych, powtarzano to tyle razy, że w końcu uwierzono, że to prawdziwe „victory”, że to znak cywilizowanego świata, który dobrze traktuje zwierzęta. Czyżby? Ale to jeszcze nie koniec zwężającego się zakresu kampanii. Zmiana ta nie dotyczy ferm do 350 zwierząt i ferm, gdzie hoduje się kury matki znoszące zapłodnione jaja, z których wykluwają się pisklęta płci żeńskiej sprzedawane na fermy jajczarskie i pisklęta płci męskiej traktowane jako odpad i zabijane wkrótce po wykluciu. Zmiana ta nie dotyczy także długości przetrzymywania zwierząt na ograniczonej przestrzeni i braku leczenia urazów fizycznych, a także założenia przyjmowanego rutynowo, że część zwierząt po prostu nie dożyje do końca cyklu eksploatacji. 

Etapowanie i hermetyczność

Koszty strategii
Oczywiście wielu zwolenników i zwolenniczek etapowości przyjmuje ją do wiadomości jako strategię umożliwiającą dotarcie do upragnionego końca: zakazu występów jakichkolwiek zwierząt w cyrkach, czy zakazu wszystkich ferm futrzarskich. Faktycznie, łatwiej jest wprowadzić mniejszą zmianę niż większą. Pytanie jakim odbywa się to kosztem. Czy jest to pytanie sugerujące, że każda taka kampania powinna się zwinąć, a jej uczestnicy zająć czymś innym? Nie. Uważam jednak, że pytanie takie trzeba stawiać właśnie ze względu na zwierzęta. 

Rozkładając na etapy, wchodząc w takie a nie inne koalicje, wykorzystując takich a nie innych ekspertów, posyła się w świat określony przekaz. I należy pamiętać, że większość odbiorców to ludzie przyzwyczajeni do eksploatacji niektórych zwierząt i biorący w niej udział (nie w sposób sadystyczny, ale z przyzwyczajenia, wygody, dla przyjemności) jedząc mięso, nabiał, jaja, nosząc skóry, wełnę, czasem nawet futro. Wyłuskanie pojedynczego tematu dla takich odbiorców zawsze będzie sygnałem, że to ten właśnie sposób eksploatacji jest zły lub przynajmniej gorszy niż inne. To będzie założenie domyślne. Mówienie tylko o danej formie eksploatacji podczas danej kampanii i nienawiązywanie do żadnych innych form eksploatacji tylko wzmocni to założenie. A tak często kampanie jednotematyczne wyglądają. Osoby popierające zakaz cyrków ze zwierzętami mogą to robić w kurtkach z kapturem obszytym futrzanym kołnierzem. Osoby popierające zakaz ferm futrzarskich mogą nie mieć problemu z chodzeniem do cyrku ze zwierzętami. Jedni i drudzy zapewne nie mają żadnego problemu z jedzeniem mięsa, nie mówiąc już o jedzeniu jajek, nawet importowanych spoza Unii. 

Zakładnicy
Rozłożenie na etapy czyni argumentację jeszcze bardziej hermetyczną. Już nie rozmawiamy o tresurze zwierząt w cyrku, ale o tym, że tresura dzikich zwierząt jest dla nich udręką. Już nie rozmawiamy o wszystkich polowaniach na foki, tylko o tych komercyjnych. Już nie dyskutujemy o życiu i śmierci na fermie futrzarskiej ale o podobieństwie lisów i jenotów do psów. Zakładnikami tego etapu stają się odpowiednio zwierzęta udomowione wykorzystywane w cyrkach, foki zabijane na użytek własny myśliwych czy wreszcie norki tak niepodobne do psów. Jeśli kampanie jednotematyczne można porównać do zamkniętych szuflad, to etapowanie kampanii jednotematycznych to już szuflady w szufladach.

Ramy interpretacyjne
Szuflandia utrwala się w głowach odbiorców tak prowadzonych kampanii i często zaraża również aktywistów i aktywistki. Wszyscy bowiem jesteśmy podatni na efekt ram interpretacyjnych, czyli sformułowanie zagadnienia, które nam zaserwowano. Hermetyczność kampanii wspiera przekonanie, że poszczególne tematy się nie łączą, utrudnia wyjście poza ramy i dostrzeżenie analogii, połączeń. Można gorąco wspierać kampanię antyfutrzarską i równocześnie jeść jajka od zwierząt dręczonych w bardzo podobny sposób jak lisy czy norki. Można popierać argument, że nie powinniśmy płacić za krzywdę zwierząt dla naszej przyjemności popierając zakaz cyrku ze zwierzętami i równocześnie nosić skórzane buty czy jeść mięso czy nabiał tłumacząc, że bardzo się lubi te produkty i nie wyobraża się sobie bez nich życia. 

Hermetyczność kampanii nie służy zwierzętom. Czy kampanie mogą być niehermetyczne? Czy leży w nich taki potencjał? Jeśli tak, to rzadko jest realizowany.

Przypisy
http://www.theranger.co.uk/news/Director-of-Policy-report-24th-January-2012_21705.html